Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł 23 lutego b.r. powiedział w wywiadzie radiowym, że jako lekarz nie przepisałby antykoncepcji postkoitalnej (tzw. tabletki po) zgwałconej kobiecie. Jako Grupa Edukatorów Seksualnych PONTON chcemy wyrazić swoje oburzenie taką nieludzką i okrutną postawą.

Pan Minister nie zdaje sobie sprawy, że dostęp do tabletki po to dla wielu osób ,,być albo nie być” po przeżyciu gwałtu. To trauma, która zostawia głęboki ślad w psychice i fizyczności kobiety – choć fizyczność z czasem zazwyczaj udaje się wyleczyć. Pan Radziwiłł nie jest wyrocznią, a z pewnością nie jest wyrocznią w kwestii sumienia Polek, nie może za nie decydować co będzie dla nich moralne i najlepsze. Co więcej, oburzającym jest, że przedstawiciel władzy otwarcie mówi o odmowie pomocy ofierze przestępstwa.
Podczas rozmów prowadzonych w ramach naszego telefonu zaufania wielokrotnie otrzymywaliśmy połączenia od młodzieży po doświadczeniu przemocy seksualnej. Staramy się udzielić fachowej pomocy i wsparcia. Historie zgwałconych nastolatek nie są nam obce. Podobnie jest w przypadku organizacji przy której działamy – na telefon zaufania Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny przychodzą podobne zgłoszenia.

Chcemy zaznaczyć, że antykoncepcja awaryjna jest dostępna bez recepty w większości państw Europy. Nie ma naukowych dowodów na jej szkodliwość lub wpływ na płodność. Wiele międzynarodowych organizacji, m. in. Światowa Organizacja Zdrowia, potwierdziło, że tabletka jest bezpieczna. Po jej zastosowaniu mogą wystąpić pewne dolegliwości, jak np. bóle głowy, brzucha, nudności, ale podobnie (a często gorzej) wygląda lista skutków ubocznych zażywania leków przeciwbólowych, co do których Pan Minister zasugerował w wywiadzie, że są całkowicie bezpieczne. Prosimy więc o powoływanie się na fakty, a nie opinie.

Panie Ministrze – apelujemy o przestrzeganie Przyrzeczenia, które Pan składał. A jeśli Pan zapomniał, przypominamy:

Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł lekarza i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam: 
– obowiązki te sumiennie spełniać 
– służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu 
– według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek 
– nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego 
– strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych 
– stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić. 
Przyrzekam to uroczyście!

Autorka: Antonina Lewandowska

Dawno, dawno temu, w krainie za paroma rzekami, wieloma pagórkami i jednym morzem, surowe rządy sprawowała Żelazna Dama. Bezwzględna wobec sprzeciwu władczyni, skinieniem palca ukrócała wszelkie przejawy buntu przeciwko jej woli. Pewnego dnia Ludzie Podziemia postanowili jednak, że dłużej nie dadzą sobą pomiatać. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień ich sytuacja stawała się coraz cięższa. Niespodziewanie z pomocą przybyła im grupa tęczowych sprzymierzeńców, których nigdy nie podejrzewaliby o wsparcie. Dzięki wzajemnej pomocy i przełamaniu uprzedzeń, obydwie grupy osiągnęły swoje cele i żyły znacznie, znacznie szczęśliwiej.

Brzmi jak banalna bajeczka dla naiwnych dzieci, prawda?

Otóż już spieszę z wyjaśnieniami. Choć cała historia wydaje się być nieprawdopodobną, przydarzyła się naprawdę i to wcale nie tak dawno temu i nie tak daleko stąd.

Jest rok 1984.

W Wielkiej Brytanii górnicy postanawiają rozpocząć strajk przeciwko godzącym w nich decyzjom Margaret Thatcher. Ogół społeczeństwa zdaje się zbytnio nie przejmować ich losem, jednak znajduje się inna dyskryminowana mniejszość, która decyduje się stanąć po stronie protestujących. Jest nią lokalna społeczność LGBT. Z jednej strony mamy więc konserwatystów z prowincji, wyznających tradycyjne wartości i spędzających całe dnie na fizycznej pracy. Z drugiej – zaczytanych w książkach mieszczuchów, głoszących postępowe ideały i tańczących do utraty tchu w bajecznie kolorowych klubach. Co mają ze sobą wspólnego te dwie grupy? Na dobrą sprawę – nic. Cóż, nie od dziś wiadomo jednak, że nic nie jednoczy tak, jak wspólny wróg.

Pride to film w którym ważne społecznie treści przeplatają się z wytrawnym, angielskim humorem a całość spowita jest melodiami artystów takich jak Morrissey czy Freddie Mercury. Zwykle obrazy pokazujące ważne zdarzenia z przeszłości opowiadane są z perspektywy wielkich, sławnych przywódców lub też ludzi z którymi każdy z nas może się utożsamić, przysłowiowych everymanów . W tej produkcji schemat ten zostaje odwrócony. Oglądamy lesbijki i gejów, których przeciętny odbiorca zwykle nie utożsamia z poważnym zaangażowaniem politycznym. Grupa ta pokazana jest w zróżnicowany sposób – poznajemy bohaterów z krwi i kości, dalekich od często powielanych stereotypowych kalek. Dajemy się wciągnąć w tę historię i szybko orientujemy się, że wcale nie jest to film o szwarnych i dzielnych homoseksualistach, w słusznej sprawie przełamujących lody z górnikami. To po prostu uniwersalna opowieść o równości. O siostrzeństwie i braterstwie realizujących się ponad podziałami płci, klasy, wieku lub orientacji seksualnej. W końcu jeśli mówimy o wartościach podstawowych, takich jak poszanowanie godności drugiej osoby, jakie znaczenie ma to skąd pochodzimy, jaki kolor ma nasza skóra lub jakiej płci osoby sprawiają, że szybciej zaczyna bić nam serce?

Czasy się zmieniają a każda z epok potrzebuje swoich ikonicznych narracji. Wygląda na to, że Brytyjczycy postanowili postawić dziś na dumę, a uprzedzenia na dobre odstawić do lamusa.

Tytuł oryginału: Pride
Reżyseria: Matthew Warchus
Wydawnictwo: BBC Films
Rok: 2014

Autorka: Magda Falińska