Uwaga!

Mamy ostatnio problemy z funkcjonowaniem forum. 
Jeżeli masz trudność z rejestracją,
możesz też zadać pytanie mailowo:

porady@ponton.org.pl


Witaj na Forum Grupy Ponton!

Tutaj możesz zadać anonimowo pytanie i otrzymać odpowiedź od naszych edukatorów i edukatorek.

Zanim skorzystasz z Forum, przeczytaj koniecznie poniższe punkty!

  1. Zanim zadasz pytanie, użyj lupki pod spodem. Jest spora szansa, że ktoś już wcześniej zadał na forum podobne pytanie i pojawiła się na nie odpowiedź!
  2. Jeżeli dotychczas nikt nie spytał o to, o co Ty chcesz spytać, znajdź odpowiednią kategorię i stwórz nowy temat.
  3. Z forum można korzystać, oczywiście, 24 godziny na dobę. Ale nie jesteśmy zawsze online – czasem trzeba na odpowiedź poczekać!
  4. Nie odpowiadaj na pytania innych osób – z naszego doświadczenia wynika, że może to powodować chaos i dezinformację!
Notifications
Clear all

Tracę już wiarę  

   RSS

0

Dzień dobry. Piszę bo tracę już nadzieję. Okolo 3 lata temu byłam z pewnym chłopakiem, będę go nazywać W. Było nam bardzo dobrze jednakże przez moje problemy ze zdrowiem psychicznym i co za tym szło nieumiejętnością nabywania znajomych polegałam tylko na nim, byłam o niego za bardzo zazdrosna, zaczelismy się też czesciej kłócić. On bardzo chciał bym znalazła sobie kogoś do pogadania oprócz niego. No i znalazłam...pewnego dnia poznałam na gg pewnego chłopaka (K), którego smutna historia a także nałóg alkoholowy sprawiły że chciałam mu pomóc, za bardzo, jak zwykle zbyt nawinie podeszłam. Żeby mu pomóc rzuciłam dla niego wszysyko...jak również W...wiec w jakiś sposób go zdradziłam, straciłam zaufanie jego...to był najgorszy błąd w moim życiu. Facet z gg okazał się być toksycznym alkoholikiem któremu nieststy nie dało się pomóc, a ja przez to traktowanie nabawiłam się tak silnego syndromu Sztokholmskiego że nawet gdy mnie postanowił rzucić po roku tego..."związku"...to błagałam go by został.. martwiłam się że coś sobie zrobi, tyle razy mną manipulował i groził że się zabije. Nawet zerwanie z W wymusił na mnie swoją śmiercią a ja byłam zbyt słaba, zbyt naiwna. Nigdy nie chciałam zostawić W, ciągle go kochałam...raz nawet K wziął mi telefon i przejrzal moje wiadomości z W gdzie pisałam jak bardzo go kocham i jestem zmęczona tą relacją z K. Żałuję że już wtedy nie doszlo do rozstania z K, ale ja idiotka jeszcze go błagałam by nie zostawiał mnie. Przez tą całą znajomość, zerwanie na początku tego roki i parę innych przykrych sytuacji moja psychika całkowicie wysiadła, bylo ze mną już tak źle że udałam się na terapię gdzie stwierdzono u mnie bardzo ciężką depresję. Przez to wszystko znów zbliżyłam się do W, zaczęliśmy mieć znów ze sobą kontakt. Jednakże nic nie może być kolorowe jak zwykle. Pomimo tego że kocham go tak mocno i chcę go odzyskać...a także on mnie, wciąż mnie kocha, mówił mi to, nie oklamalby mnie...to mimo to wszystko on nie potrafi przez tą całą sytuację z K mieć ze mną relacji bliższej, związku. Jednocześnie mówi że mnie kocha, że nie chce urywać tej znajomości, ale jednocześnie bardzo cierpi bo przy kazdym kontakcie ze mną dostaje myśli o tamtych sytuacjach z K, jest wykonczony tym. Mówi że będzie cierpiał i ta i tak. Ja już sama nie wiem co robić czuję się rozbita i zaczynam czuć się zdołowana. Próbowałam nawet z nim pójść na terapię dla par...na jednej wizycie się skoczyło właściwie. Miałam nadzieję że da radę się to naprawić, że jakoś się ułoży ale zaczynam tracić już tą nadzieję. Najbardziej dołuje mnie ta bezsilność. Z jednej strony nie chcę by odchodził, tak bardzo go kocham i czuję że popełnię samobójstwo bo nie wyrobię, znów mam straszne mysli samobójcze. Z drugiej jednak strony nie chcę by on cierpiał przy mnie, przeze mnie... czuję się tak winna wszystkiemu. Czasem rozmyślam o tym czy po prostu dać mu odejść mimo iż wiem że nie przeżyje...nie chcę go zmartwić tym że mogę umrzeć. To wszystko jest tak ciężkie i pogmatwane, przepraszam że tak się rozpisałam ale nie wiem już o robić, nawet nie wiem do końca po co to piszę. Chciałabym znaleźć jakiekolwiek sposób żeby to dało się jeszcze naprawić, zmieniłam się, on to widzi ale tamte wydarzenia tak na niego wpłynęły że on nie potrafi się zejść na nowo. Chcę by był szczęśliwy.

1 Answer
0

Cześć! Widzę, że jest Ci bardzo trudno. Twoja sytuacja jest skomplikowana, ale pamiętaj, że możesz otrzymać pomoc. Podam Ci kilka numerów infolinie, gdzie możesz porozmawiać ze specjalistą:

Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży

tel. 116 111

ITAKA- centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego

tel. 800 70 2222

ITAKA- centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego

tel. 800 70 2222

Share: