W Dzień Zaduszny wspominamy te osoby, których już nie ma z nami. Ponad dwa lata temu żegnaliśmy Dominika z Bieżunia, ponad rok temu – Kacpra z Gorczyna. Obaj chłopcy odebrali sobie życie z powodu homofobicznego dręczenia i nękania. Dlatego też z oburzeniem przyjmujemy represje MEN-u i kuratoriów oświaty wobec szkół, które chcą zapobiec podobnym tragediom.

„Tęczowy piątek”, organizowany przez Kampanię Przeciw Homofobii co roku w ostatni piątek października, to piękna inicjatywa, której celem jest pokazanie, że każda osoba, niezależnie od orientacji seksualnej i tożsamości płciowej, powinna móc czuć się w szkole bezpiecznie i przyjaźnie[1].

Aż 30% przemocy fizycznej ma miejsce w szkole, aż 70% młodzieży LGBT doświadcza przemocy. KPH słusznie więc podejmuje się organizowania zajęć, na których omawiane są tematy związane z przeciwdziałaniem homofobii i promowaniem równości wszystkich osób uczących się. Musimy pamiętać, że statystycznie w każdej klasie jest co najmniej jedna osoba LGBTQIA+. To, jak młode lesbijki, geje, osoby biseksualne, transpłciowe, queer i interpłciowe czują się w szkole, zależy przede wszystkim od ich nauczycieli i nauczycielek, którzy swoją postawą i zachowaniem tworzą atmosferę zaufania i bezpieczeństwa.

Niestety, tak potrzebna akcja nie spotkała się z najlepszą oceną ze strony kuratorium oświaty. Wokół „Tęczowego piątku” rozpętała się medialna wrzawa, którą obserwujemy z ogromnym niepokojem. Zastanawiamy się, czemu tak potrzebne w szkołach wydarzenie wywołało tak natychmiastową i ostrą reakcję kuratorium oświaty, które w swojej odpowiedzi na tę inicjatywę ucieka się nawet do gróźb zwolnień dyscyplinarnych dyrektorów pozwalających na przeprowadzenie akcji. Czym akcja tak bardzo nie spodobała się Ministerstwu? Tym, że zapobiega hejtowi, przemocy i nękaniu?

Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska wyraźnie wątpi w sens zajęć, mówiąc: „Nie widzę możliwości, żeby jakikolwiek dyrektor bez wiedzy kuratora i rodziców – po sprawdzeniu przez ekspertów tego, co organizacje chcą dostarczać uczniom – zgodził się na to, żeby taka akcja mogła się w szkole odbyć”. Program akcji wyraźnie nie podobał się ministerstwu, ale na szczęście młodzież zareagowała z entuzjazmem. Przecież aż 211 szkół zgłosiło się do się do KPH, wypełniając obowiązkowy formularz znajdujący się na stronie akcji. Ten fakt ministerstwo jednak pomija, skupiając się na oświatowych przepisach, które według ministry Anny Zalewskiej mogły zostać złamane (które – tego już nie precyzuje). Dodaje jeszcze: “Naszym obowiązkiem jest wspierać rodziców w wychowywaniu dziecka. Nie możemy podejmować decyzji bez ich zgody”.

Przypominamy zatem: homoseksualizm nie jest kwestią wyboru, stylu życia, ideologii. To jedna z wielu możliwych orientacji; tymczasem szkoła ma za zadanie, w ramach działań wychowawczych, zapewnić osobom LGBTQIA+ bezpieczeństwo. Jeżeli MEN pozwala na wychowywanie dzieci w homofobii i nie robi nic, aby uchronić dzieci nieheteronormatywne, dopuszcza tym samym do tragedii takich jak ta Dominika i Kacpra. To tylko jeszcze mocniej uświadcza nas w przekonaniu, że „Tęczowy piątek” jest i wciąż będzie bardzo potrzebny.

 

Źródła:

[1] https://kph.org.pl/zorganizuj-teczowy-piatek-w-swojej-szkole/

[2] http://edukacja.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/584025,teczowy-piatek-lgbt-sasin-dworczyk-zalewska-homofobia.html

 

My, Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton, wyrażamy głębokie oburzenie z powodu rozpowszechniania nieprawdziwych i niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną treści w ramach rządowego programu „W stronę dojrzałości”. Program, mający w założeniu propagować wiedzę z zakresu zdrowia prokreacyjnego, szerzy tezy niepotwierdzone badaniami naukowymi oraz oparte na przekonaniach konkretnych grup religijnych i politycznych.

„W stronę dojrzałości” zakłada szkolenie tutorów prowadzących później zajęcia z młodzieżą w szkołach ponadgimnazjalnych. Szkolenie odbywa się poprzez platformę internetową programu. Jeszcze do niedawna większość filmów szkoleniowych dostępna była dla wszystkich użytkowników strony, nawet tych niezarejestrowanych.

W wykładach ekspertów, będących głównym źródłem wiedzy tutorów szkolonych na polecenie Ministerstwa Zdrowia, znajdują się niezgodne z prawdą stwierdzenia takie jak:

  • prezerwatywy zwiększają ryzyko zakażenia się chorobami i infekcjami przenoszonymi drogą płciową,
  • postkoitalne środki antykoncepcyjne (tzw. tabletka po) są środkami aborcyjnymi,
  • witaminy zwiększają odporność na zakażenia chorobami i infekcjami przenoszonymi drogą płciową,
  • łatwy dostęp do antykoncepcji m.in. zwiększa libido, liczbę nastoletnich ciąż i zakażeń HIV.

Wszystkie powyższe „informacje” (jak i wiele innych padających w wykładach szkoleniowych) są niezgodne ze stanem współczesnej nauki i stanowią próbę manipulowania zachowaniem młodzieży.

Po nagłośnieniu przez nas sytuacji i podjęciu tematu przez media, filmy szkoleniowe zostały usunięte z ogólnodostępnych platform internetowych. Zgodnie z odpowiedzią Ministerstwa Zdrowia zostaną one poddane weryfikacji merytorycznej przez ministerialnych ekspertów. Cieszy nas, że Ministerstwo Zdrowia zareagowało na upublicznione przez nas treści.

Żądamy dostępu do informacji i ustosunkowania się do poniższych kwestii:

  • Z czego wynikają rozbieżności dotyczące finansowania projektu (w oficjalnym stanowisku Ministerstwa znajdujemy informację o dofinansowaniu projektu kwotą
    1 653 940 zł, podczas gdy na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia znaleźć można ogłoszenie w którym przekazana kwota równa jest 9 655 796 zł)?
  • Kto należał do grupy recenzentów Ministerstwa Zdrowia opiniującej przeznaczone dla uczniów treści, które miały być podstawą do wyprodukowania materiałów szkoleniowych dla nauczycieli?
  • Gdzie są dostępne treści przeznaczone dla uczniów, które zaopiniowali recenzenci Ministerstwa Zdrowia? Prosimy o udostępnienie tych materiałów.
  • Kto znajdzie się w grupie eksperckiej Ministerstwa Zdrowia odpowiedzialnej za weryfikację merytoryczną filmów?
  • Czy Ministerstwo Zdrowia planuje zmianę wykonawcy projektu? A jeśli nie – czy planowane jest przydzielenie osoby nadzorującej prace nad projektem z ramienia resortu?
  • Jakie konsekwencje zostaną lub zostały wyciągnięte wobec koordynatorów projektu „W stronę dojrzałości”?
  • Gdzie będą publikowane informacje dotyczące jakości realizacji projektu?

Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton od 16 lat działa na rzecz rzetelnej i kompleksowej edukacji seksualnej dla młodzieży. Prowadzimy Telefon Zaufania oraz poradnictwo on-line. Mamy bogate doświadczenie i aktualną wiedzę o problemach i potrzebach nastolatków. Jeśli ze strony Ministerstwa Zdrowia pojawi się taka możliwość, deklarujemy chęć wsparcia i współpracy przy koniecznym zweryfikowaniu treści w programie „W stronę dojrzałości”.

Jednocześnie podkreślamy chęć współpracy z Ministerstwem Zdrowia przy wszelkich działaniach w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, w tym edukacji seksualnej młodzieży.

 

Wersja PDF stanowiska dostępna pod tym linkiem.

…ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży

Po lekturze sprawozdania Rady Ministrów z wykonania ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, można odnieść wrażenie jakby w Polsce dostęp do usług w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego był na odpowiednim poziomie. Jest wiele danych liczbowych przedstawionych w tabelach, które mają potwierdzać szeroki dostęp do świadczeń medycznych, wiedzy na temat seksualności człowieka oraz środków antykoncepcyjnych.

Jako grupa edukatorów seksualnych skupiliśmy się na dwóch kwestiach podsumowanych w sprawozdaniu, mianowicie na kształceniu i wychowaniu młodzieży oraz dostępie do metod i środków służących świadomej prokreacji.

KSZTAŁCENIE I WYCHOWANIE MŁODZIEŻY

Wprowadzenie do programów nauczania szkolnego wiedzy o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji

Dane dotyczące udziału uczniów w zajęciach wychowania do życia w rodzinie są niepokojące. Sama nazwa przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie budzi nasze zastrzeżenia i od lat apelujemy o wprowadzenie neutralnej nazwy przedmiotu „edukacja seksualna”. Wychowanie do życia w rodzinie kieruje uwagę na jeden wymiar społecznego funkcjonowania w dorosłym życiu tj. w ramach tradycyjnej heteroseksualnej rodziny i prezentuje go jako jedyny właściwy. Od dawna apelujemy do Ministerstwa Edukacji Narodowej o zapewnienie młodzieży edukacji seksualnej, która będzie niewykluczająca i skupiona na przekazaniu wiedzy z zakresu rozwoju psychoseksualnego, antykoncepcji, zdrowia reprodukcyjnego, infekcji przenoszonych drogą płciową, asertywności, przemocy itd. Ministerstwo zdaje się zapominać, że rodzina to nie jedyny możliwy model funkcjonowania w dorosłym życiu i młody człowiek powinien zdobyć w szkole wiedzę o swojej seksualności i zdrowiu niezależnie od tego, czy będzie w przyszłości chciał założyć rodzinę czy nie.

Frekwencja uczniów na zajęciach WDŻ

Najwyższy udział procentowy (75,07%) na zajęciach wychowania do życia w rodzinie odnotowano w szkołach podstawowych. W pierwszej i drugiej klasie gimnazjum liczba uczniów jest jeszcze dość wysoka (ponad 70%), ale już w szkołach zawodowych i liceach spada ona gwałtownie do nawet 27%. Warto podkreślić, że udział w zajęciach jest dobrowolny, nie są wystawiane oceny, rodzic albo pełnoletni uczeń może zgłosić pisemną odmowę udziału ucznia w zajęciach. W sprawozdaniu nie wyjaśniono przyczyn zmniejszającego się odsetka osób uczestniczących w zajęciach. Z raportów Pontonu m. in. Z projektu „Kontrola realizacji prawa młodzieży do edukacji seksualnej”, „Sprawdzian (z) WDŻ. Jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach 2014”, czy raportu Instytutu Badań Edukacyjnych „Opinie i oczekiwania młodych dorosłych (osiemnastolatków) oraz rodziców dzieci w wieku szkolnym wobec edukacji dotyczącej rozwoju psychoseksualnego i seksualności” wiemy, że zajęcia wychowania do życia w rodzinie są często traktowane przez dyrekcję szkół po macoszemu i planowane w godzinach bardzo wczesnych albo bardzo późnych. W szkołach średnich takie zajęcia zwyczajnie „przegrywają” z innymi przedmiotami, ważniejszymi z punktu widzenia wyników na świadectwie. Oferta tych zajęć również pozostawia wiele do życzenia. Z raportu „Sprawdzian (z) WDŻ” możemy dowiedzieć się, że głównymi powodami, dla których młode osoby nie brały udziału w lekcjach wychowania do życia w rodzinie były nuda panująca na zajęciach, a także niespełnienie oczekiwań w stosunku do sposobu prowadzenia zajęć i przekazywanej wiedzy („w dzisiejszych czasach więcej dowiem się z Internetu, niż z lekcji WDŻ”). Sygnalizowano również kolidowanie WDŻ z innymi zajęciami, np. etyką („Miałem do wyboru WDŻ lub etykę/filozofię”) oraz pozostawianie uczniów i uczennic samym sobie („zazwyczaj był to czas, aby odrabiać prace domowe z innych przedmiotów”).

Podręczniki do zajęć wychowania do życia w rodzinie

Ze sprawozdania wynika, że Ministerstwo dopuściło do użytku szkolnego tylko cztery podręczniki, z których aż trzy zostały opracowane przez jedną autorkę (seria „Wędrując ku dorosłości” pod redakcją Teresy Król i podręcznik „Wychowanie do życia w rodzinie” dla gimnazjów autorstwa Felicji Kalinowskiej). Nauczycielki i nauczyciele nie mają więc praktycznie wyboru odpowiadającego im podręcznika. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny wraz z Grupą Edukatorów Seksualnych Ponton przeprowadziła analizę ekspercką podstawy programowej i podręczników i wykazała, że podręczniki do WDŻ cechuje daleko posunięta nierzetelność[1]. Autorki zaprzeczają faktom, szerzą mity i stereotypy, przedstawiają koncepcje teologiczne jako  wiedzę seksuologiczną i często cytują autorytety religijne. Co gorsza, podręczniki bagatelizują rolę profilaktyki zdrowotnej. W jednym z podręczników możemy przeczytać skandaliczne fragmenty –„jeżeli dziewczyna czuje się zdrowo/…/, wizyta nie jest konieczna”, „ginekolog to nie dentysta -regularne kontrole w Waszym wieku nie są konieczne”. Biorąc pod uwagę bardzo wysoki wskaźnik umieralności kobiet na raka szyjki macicy w Polsce, takie podejście jest zupełnie niezrozumiałe i oburzające. W żadnym z podręczników nie jest poruszany temat profilaktyki raka piersi, a chłopcy nie są zachęcani do wizyt kontrolnych u urologa ani nie dostają nawet podstawowych informacji na temat raka jądra, który najczęściej występuje u młodych mężczyzn.

Treść zatwierdzonych podręczników nie dziwi, o ile uwzględni się jakich ekspertów wyznaczyło Ministerstwo Edukacji Narodowej do opracowania podstawy programowej przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie. W stanowisku Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton ze stycznia 2017 r., wyrażaliśmy nasze zaniepokojenie powołaniem na stanowisko ekspertki prof. Urszuli Dudziak, której publiczne wypowiedzi trudno uznać za zgodne z aktualnym stanem wiedzy medycznej, np.: „Stosowanie prezerwatywy i stosunek przerywany powoduje raka piersi, a kobieta pozbawiona dobroczynnego wpływu nasienia choruje”[2]. Ponadto stwierdzenia Pani profesor takie jak „Kto nie dojrzał do przyjęcia potomstwa, nie dojrzał też do życia płciowego” albo „Współżycie przed ślubem grozi bowiem poważnymi konsekwencjami, np. wyrzutami sumienia gnębiącymi człowieka do śmierci” wskazują na traktowanie seksu wyłącznie w kategoriach prokreacji i na ideologiczne podejście do seksualności człowieka, która może być realizowana jedynie w ramach małżeństwa.

Kwalifikacje nauczycieli realizujących zajęcia

W sprawozdaniu przytoczono wymagania, które powinna spełniać osoba prowadząca przedmiot WDŻ określone w Karcie Nauczyciela i rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z 12 marca 2009r. Sprawozdanie zawiera jedynie liczbę etatów nauczycieli uczących przedmiotu. Brak jest dokładniejszej analizy kompetencji osób prowadzących zajęcia. Nie ma również informacji o tym na jakich uczelniach są kształcone osoby, które uczą wychowania do życia w rodzinie. Z badań i doświadczeń Grupy Ponton wynika, że przedmiotu często uczą nauczyciele prowadzący jednocześnie inne przedmioty, którzy nie są odpowiednio przeszkoleni lub przekazują treści nieoparte na badaniach naukowych. W Raporcie Pontonu „Sprawdzian (z) WDŻ, czyli jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach?” zamieściliśmy niektóre wypowiedzi uczniów, np. : „nie widzę sensu uczestniczenia w zajęciach, które prowadzi pani bibliotekarka” czy: „lekcje prowadził katecheta i rodzice powiedzieli, żebym trzymał się od WDŻ z daleka”[3]. Brak odpowiednich kwalifikacji to poważna przeszkoda w prawidłowej realizacji zajęć. Nauczyciel nieposiadający odpowiedniej wiedzy ani umiejętności jej przekazywania, nie może zapewnić, że młodzież będzie dobrze przygotowana do wyzwań jakie stawia dorosłe życie, partnerstwo i rodzicielstwo.

DOSTĘP DO METOD I ŚRODKÓW SŁUŻĄCYCH DLA ŚWIADOMEJ PROKREACJI

Dostęp do antykoncepcji

Kolejną niepokojącą kwestią jaka wyłania się ze sprawozdania jest dostępność środków antykoncepcyjnych. Autorzy dokumentu wymieniają metody antykoncepcyjne dostępne w Polsce, ale piszą wprost (str. 87), że nie było badań oceniających dostępność do metod i środków służących świadomej prokreacji. Dane dotyczące trendów stosowania antykoncepcji prezentuje m.in. Organizacja Narodów Zjednoczonych[4].

Opisując dostępność środków antykoncepcyjnych powołano się jedynie na rekomendacje Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego (PTG) w sprawie antykoncepcji z 2003 roku, czyli sprzed 15 lat! Jest to szokujące, że zarówno PTG nie wydało aktualniejszych rekomendacji, jak i samo powoływanie się na tak przestarzałe rekomendacje.

W sprawozdaniu podano informację, że „na podstawie obwieszczeń wydanych w 2016 r. w okresie sprawozdawczym refundacją objętych było 9 leków o działaniu antykoncepcyjnym”. Warto podkreślić, że była to mniejsza liczba produktów leczniczych, gdyż w sprawozdaniu wzięto pod uwagę każdy lek dwukrotnie – 21 szt. i 63 szt (ryc. 1). W ostatnim obwieszczeniu (DZ. URZ. Min. Zdr. 2016.133) znalazły się: Cyprest, Cypriodiol, Diane-35, OC-35 oraz Syndi-35. Wszystkie wymienione leki mają dokładnie taki sam skład 0,035 mg etynyloestradiol + 2 mg octan cyproteronu. Można stwierdzić, że jest to jeden lek, ale pod różnymi nazwami.

Ryc. 1 Leki refundowane dostępne na receptę

Źródło: Obwieszczenie Ministra Zdrowia z dnia 28 grudnia 2016 r. w sprawie wykazu refundowanych leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych (DZ. URZ. Min. Zdr. 2016.133)

W sprawozdaniu można również przeczytać, że „Dodatkowo bez recepty są dostępne, m.in. środki plemnikobójcze w postaci globulek dopochwowych oraz prezerwatywy”. Zgadzamy się, że prezerwatywy dostępne są powszechnie, natomiast ich cena może stanowić barierę ekonomiczną dla młodzieży. Z doświadczeń i wiedzy Grupy Ponton wynika, że aktualnie w Polsce nie są dostępne żadne środki plemnikobójcze. W 2016 roku pojawiły się informacje o tym, że ostatni dostępny na polskim rynku chemiczny preparat antykoncepcyjny Patentex oval jest niedostępny. Powodem miała być decyzja producenta, by wycofać preparat z dystrybucji.

Cieszy nas fakt podkreślenia, iż „Narodowy Fundusz Zdrowia finansuje również wprowadzenie oraz usunięcie wewnątrzmacicznej wkładki antykoncepcyjnej”. Niestety jednorazowy koszt samej wkładki zawierającej hormony, która uznawana jest za jedną z najskuteczniejszych metod antykoncepcji, jest znaczny i stanowi barierę dla wielu kobiet, szczególnie młodych. Zgodnie z aktualnymi zaleceniami WHO, nastolatki i młode kobiety powinny stosować formę podwójnego zabezpieczenia (dual protection and dual method use), w postaci wysoce skutecznej metody antykoncepcyjnej w połączeniu z prezerwatywą, w celu równoczesnej ochrony przed nieplanowaną ciążą i infekcjami przenoszonymi drogą płciową. Grupa Ponton od lat zabiega o łatwiejszy dostęp do antykoncepcji dla młodzieży. Niepokoi nas powoływanie się lekarzy i farmaceutów na tzw. „klauzulę sumienia” i odmowa wydawania recept na antykoncepcję hormonalną. O ile lekarze mają prawo powołać się na klauzulę sumienia, to farmaceuci nie są objęci takimi samymi przepisami i robią to bezprawnie. Ponadto,  wystawienie recepty na środki antykoncepcyjne nie jest co do zasady świadczeniem, którego lekarz bądź lekarka może odmówić na podstawie klauzuli sumienia, choć w praktyce takie sytuacje mają miejsce bardzo często. Powołanie się na klauzulę sumienia może być wyrażone wprost (poprzez odwołanie się lekarza do sumienia) lub nie wprost, na przykład poprzez określenie „ja nie wypisuję takich rzeczy” itp.

Dostęp do antykoncepcji awaryjnej

Niepokojące, i w odczuciu Grupy Ponton nietrafne jest tłumaczenie wprowadzonych zmian w zakresie dostępności do hormonalnych środków antykoncepcyjnych do stosowania wewnętrznego (str. 90 Sprawozdania). Czytamy, że „w efekcie wprowadzonych jej mocą zmian WSZYSTKIE hormonalne środki antykoncepcyjne do stosowania wewnętrznego są wydawane z przepisu lekarza”. Oznacza to istotne ograniczenie w dostępnie do antykoncepcji awaryjnej. W tym zakresie Grupa Ponton wystosowała swoje krytyczne stanowisko, z którym można zapoznać się tutaj.

Dla wielu młodych ludzi antykoncepcja awaryjna dostępna bez recepty była dobrym sposobem na uniknięcie ciąży w sytuacjach wyjątkowych. Obecnie, po wycofaniu takich środków ze sprzedaży bez recepty wielu młodych ludzi będzie miało bardzo ograniczone możliwości w sytuacjach, gdy inne środki zawiodą. W wielu miejscach w Polsce dostęp do lekarza ginekologa jest utrudniony, lekarzy jest mało, kolejki długie, a młodych ludzi nie stać na wizyty w prywatnych gabinetach. Przy stosowaniu antykoncepcji awaryjnej liczy się czas, a ten nieubłaganie płynie w oczekiwaniu na wizytę u specjalisty, który może wydać receptę. Decyzja o wprowadzeniu recept na wszystkie środki antykoncepcji hormonalnej, w tym antykoncepcję awaryjną wydaje się nam nieuzasadniona. Argumenty, jakoby miałoby to chronić młodzież przed nadużywaniem tego typu środków są zupełnie chybione. Takie leki są drogie, nie były i nie są  refundowane. Młodych ludzi, których zmiana ustawy miała chronić przed negatywnymi skutkami używania tych środków bez kontroli lekarza nie było, i nadal nie stać na „faszerowanie się hormonami”. Była to opcja jedynie awaryjna, ale bardzo istotna z punktu widzenia młodego człowieka, chcącego uniknąć niechcianej ciąży. Obecnie, taka możliwość w sytuacji awaryjnej została młodym ludziom (i nie tylko) odebrana.

Dostęp do opieki ginekologicznej

Raport rządowy nie wspomina również o utrudnionym dostępie do ginekologa dla młodzieży poniżej 18 r.ż. Młodzi ludzie, którzy zgodnie z prawem mogą uprawiać seks, nie mogą bez zgody rodziców udać się do ginekologa i zwrócić się o przepisanie antykoncepcji. Grupa Ponton od lat głośno mówi o tym paradoksie i upomina się o zmianę prawa w tym zakresie. Na podstawie art. 32 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz.U. 1997 nr 28 poz. 152) jeśli osoba poniżej 16 lat chce się zbadać u ginekologa musi uzyskać zgodę przedstawiciela ustawowego, najczęściej rodzica. Po skończeniu 16 roku życia, ale poniżej 18 r.ż. aby przeprowadzić badanie wymagana jest zgoda rodzica lub innego przedstawiciela ustawowego i pacjenta. Tymczasem współżycie seksualne jest prawnie dozwolone w Polsce od ukończenia 15 r.ż. 16-latek może więc sam decydować o swoim życiu seksualnym ale jednocześnie nie może udać się sam do ginekologa i uzyskać recepty na antykoncepcję hormonalną, która jest najskuteczniejszą metodą zapobiegania ciąży.

Podsumowanie

Lektura sprawozdania Rady Ministrów, które podsumowuje efekty wykonania w 2016 r. ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, w omówionych przez nas aspektach nie napawa optymizmem. Nie zawiera żadnych danych dotyczących faktycznej dostępności środków antykoncepcyjnych, ogłasza wycofanie antykoncepcji awaryjnej ze sprzedaży bez recepty i podsumowuje bardzo ogólnie realizację nacechowanego ideologicznie programu przedmiotu „wychowanie do życia w rodzinie”. Mamy wrażenie, że autorzy raportu z satysfakcją wspominają wycofanie antykoncepcji awaryjnej ze sprzedaży bez recepty jako osiągnięcia legislacyjnego roku 2016, a jednocześnie otwarcie przyznają, że nie ocenili faktycznej dostępności metod i środków służących świadomej prokreacji.

Niepokoi nas fakt niskiej frekwencji młodzieży licealnej na lekcjach wychowania do życia w rodzinie. Tak niska frekwencja może być jednak wyrazem krytycznego spojrzenia uczniów na jakość nauczanego przedmiotu. Może to jednak dobry znak, że młodzi, ale już dorośli ludzie negatywnie oceniają realizację tego przedmiotu w szkole i zwyczajnie nie są nim zainteresowani. Jesteśmy przekonani, że gdyby edukacja seksualna prowadzona w szkole przystawała do rzeczywistości, odpowiadała na faktyczne potrzeby młodych ludzi, a przede wszystkim była oparta na rzetelnej wiedzy medycznej, młodzież chętnie uczestniczyłaby w zajęciach. Z naszego doświadczenia jako grupy edukatorów seksualnych wynika, że młodzi ludzie mocno odczuwają brak takiej wiedzy i bardzo jej potrzebują.

[1] Wyniki monitoringu podstawy programowej i podręczników do przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie–streszczenie, Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton. 2015.

[2] Cytaty pochodzą z dostępnych w Internecie wykładów i wywiadów prof. Dudziak, m.in. „Antykoncepcja czy naturalne planowanie rodziny”: (https://www.youtube.com/watch?v=odRS1I-kXNM).

[3] Sprawdzian (z) WDŻczyli jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach? Raport Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton 2014 r.

[4] Trends in Contraceptive Use Worldwide 2015. Department of Economic and Social Affairs Population Division. United Nations New York, 2015

 

Komentarz w wersji PDF dostępny pod tym linkiem.

Już dawno nic nie wprawiło nas w takie osłupienie jak nowa kampania Ministerstwa Zdrowia. Autorzy spotu próbują przekonać nas do prowadzenia zdrowego stylu życia i prokreacji, podając za przykład króliki, które „dużo się ruszają, zdrowo odżywiają i nie używają sobie”. Bez wątpienia króliki są sympatycznymi zwierzętami i zapewne miały budzić miłe skojarzenia, problem jednak w tym, że połączenie królika i prokreacji to pomysł zupełnie chybiony.

Rozmnażajcie się jak króliki!

Po pierwsze królik kojarzy się z niepohamowanym popędem seksualnym, prowadzącym do płodzenia potomstwa w zawrotnym tempie. Po drugie, z rozwiązłością, bo popęd u samców królików realizowany jest za wszelką cenę z wieloma samicami. Trudno wyobrazić sobie, żeby królik ze spotu, który chwali się licznym potomstwem („Ojciec miał nas 62”) miał to potomstwo z jedną samicą. Wydaje się, że Ministerstwo Zdrowia zupełnie nie zastanowiło się nad wydźwiękiem spotu. Dowodem na to może być sam fakt, że twórcy kampanii zupełnie nie wzięli pod uwagę potocznego znaczenia wyrażenia „rozmnażać się jak króliki”, które w polskim języku ma wydźwięk raczej pejoratywny. Bo „rozmnażać się jak króliki” znaczy robić to w sposób bezmyślny, niekontrolowany, mechaniczny i bezuczuciowy.

Ministerstwo Zdrowia promuje rozwiązłość?

Jesteśmy wręcz oburzeni kampanią Ministerstwa Zdrowia, w której ludziom każe się brać przykład z królików, które rozmnażają się właśnie w sposób bezmyślny i niekontrolowany. Dodatkowo na ironię zakrawa fakt, że króliki w żaden sposób nie mogą kojarzyć się wiernością, a nie wydaje się prawdopodobne, by Ministerstwo Zdrowia chciało swoim spotem promować rozwiązłość. Być może jednak, mimo całego bezsensu owej kampanii, Ministerstwu naprawdę zależy, by polskie społeczeństwo zaczęło się „rozmnażać jak króliki”. Takie działanie idealnie wpasowywałoby się w działania obecnej władzy, która za wszelką cenę chce spowodować wzrost demograficzny w naszym kraju. Tylko, że w naszym poczuciu, zabiera się za to od niewłaściwej strony. Może zamiast wydawać niebotyczną sumę 3 mln zł (sic!) na kampanie tego typu, warto zainwestować te pieniądze w lepsze warunki socjalne dla rodzin?

Co w zamian “króliczej kampanii”?

Grupie Edukatorów Seksualnych Ponton, która od lat zajmuje się edukacją młodzieży w zakresie seksualności, zdrowia reprodukcyjnego i antykoncepcji, bardzo zależy na tym by przekazać młodzieży rzetelną wiedzę, która pomoże im ustrzec się przed infekcjami przenoszonymi drogą płciową, podejmować świadome decyzje dotyczące współżycia, a potem świadomego rodzicielstwa. Zależy nam by młodzi ludzie, którzy zostają później dorosłymi, podchodzili do seksu i rodzicielstwa poważnie i odpowiedzialnie. Brakuje nam jednak pewności, że na tym samym zależy Ministerstwu Zdrowia (a chyba powinno, prawda?), które chyba biorąc przykład z Ministerstwa Edukacji stara się przekazać naszemu społeczeństwu, że seks służy głównie (jeśli nie jedynie) prokreacji (taka sama treść płynie z nowej podstawy programowej do lekcji Wychowania do Życia w Rodzinie skonstruowanej przez MEN). Takie podejście z pewnością nijak przysłuży się uchronieniu młodych ludźi przed błędami dotyczącymi życia intymnego. Jesteśmy pewni, że tylko rzetelna edukacja seksualna, o którą tak bardzo od lat walczymy, może przynieść wymierne skutki w tej kwestii. Sugestia, że powinniśmy „rozmnażać się jak króliki” może być traktowana chyba jedynie jako żart, ale w naszej opinii zły i wyjątkowo mało śmieszny.

Małgorzata Godlewska
Klaudia Kolman

Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł 23 lutego b.r. powiedział w wywiadzie radiowym, że jako lekarz nie przepisałby antykoncepcji postkoitalnej (tzw. tabletki po) zgwałconej kobiecie. Jako Grupa Edukatorów Seksualnych PONTON chcemy wyrazić swoje oburzenie taką nieludzką i okrutną postawą.

Pan Minister nie zdaje sobie sprawy, że dostęp do tabletki po to dla wielu osób ,,być albo nie być” po przeżyciu gwałtu. To trauma, która zostawia głęboki ślad w psychice i fizyczności kobiety – choć fizyczność z czasem zazwyczaj udaje się wyleczyć. Pan Radziwiłł nie jest wyrocznią, a z pewnością nie jest wyrocznią w kwestii sumienia Polek, nie może za nie decydować co będzie dla nich moralne i najlepsze. Co więcej, oburzającym jest, że przedstawiciel władzy otwarcie mówi o odmowie pomocy ofierze przestępstwa.
Podczas rozmów prowadzonych w ramach naszego telefonu zaufania wielokrotnie otrzymywaliśmy połączenia od młodzieży po doświadczeniu przemocy seksualnej. Staramy się udzielić fachowej pomocy i wsparcia. Historie zgwałconych nastolatek nie są nam obce. Podobnie jest w przypadku organizacji przy której działamy – na telefon zaufania Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny przychodzą podobne zgłoszenia.

Chcemy zaznaczyć, że antykoncepcja awaryjna jest dostępna bez recepty w większości państw Europy. Nie ma naukowych dowodów na jej szkodliwość lub wpływ na płodność. Wiele międzynarodowych organizacji, m. in. Światowa Organizacja Zdrowia, potwierdziło, że tabletka jest bezpieczna. Po jej zastosowaniu mogą wystąpić pewne dolegliwości, jak np. bóle głowy, brzucha, nudności, ale podobnie (a często gorzej) wygląda lista skutków ubocznych zażywania leków przeciwbólowych, co do których Pan Minister zasugerował w wywiadzie, że są całkowicie bezpieczne. Prosimy więc o powoływanie się na fakty, a nie opinie.

Panie Ministrze – apelujemy o przestrzeganie Przyrzeczenia, które Pan składał. A jeśli Pan zapomniał, przypominamy:

Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł lekarza i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam: 
– obowiązki te sumiennie spełniać 
– służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu 
– według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek 
– nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego 
– strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych 
– stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić. 
Przyrzekam to uroczyście!

Autorka: Antonina Lewandowska

Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton wyraża głębokie zaniepokojenie wyznaczeniem przez Ministerstwo Edukacji Narodowej prof. Urszuli Dudziak na stanowisko ekspertki koordynującej prace nad nową podstawą programową przedmiotu Wychowanie do życia w rodzinie.

Polska szkoła nie oferuje systemowej i kompleksowej edukacji seksualnej. Przedmiot Wychowanie do życia w rodzinie, który powinien obejmować tematy związane z seksualnością, antykoncepcją, relacjami, asertywnością, jest realizowany w sposób niezadowalający, na co wskazują badania i raporty . Z doświadczenia edukatorów i edukatorek wyraźnie wynika, że młodzież bardzo potrzebuje neutralnej światopoglądowo i rzetelnej wiedzy o seksualności, ale niestety nie otrzymuje tej wiedzy w szkole. Powszechne są wśród młodych ludzi mity i stereotypy, które powodują nie tylko wstyd i kłopoty z samoakceptacją, ale także przemoc, nieumiejętność chronienia się przed infekcjami przenoszonymi drogą płciową, niechcianą ciążą, presją rówieśniczą czy seksualizacją.

Dlatego też z rozczarowaniem i lękiem przyjmujemy wiadomość o mianowaniu prof. Dudziak na stanowisko ekspertki w zakresie utworzenia nowej podstawy programowej przedmiotu, który i tak nie jest realizowany na wystarczającym poziomie. Obawy nasze opieramy na wypowiedziach prof. Dudziak, które nie dość, że są krzywdzące i nacechowane ideologicznie, to bywają zupełnie niezgodne z najnowszą wiedzą medyczną . Stwierdzenia takie jak „Kto nie dojrzał do przyjęcia potomstwa, nie dojrzał też do życia płciowego” albo „Współżycie przed ślubem grozi bowiem poważnymi konsekwencjami, np. wyrzutami sumienia gnębiącymi człowieka do śmierci” jednoznacznie wskazują na ideologiczne podejście do seksu, którego jedynym celem jest prokreacja, a wyłącznym możliwym kontekstem – małżeństwo. Taka postawa stoi w sprzeczności z wiedzą, wedle której człowiek jest istotą seksualną przez całe swoje życie. Nastolatki to osoby, które są aktywne seksualnie, wobec czego należy wyposażyć ich w wiedzę, jak swoją seksualność realizować bez szkody dla siebie i innych, nie zaś zastraszając i grożąc.

Ponadto wypowiedzi takie jak „Następstwem antykoncepcji są zdrady i rozwody” lub „Stosowanie prezerwatywy i stosunek przerywany powoduje raka piersi, a kobieta pozbawiona dobroczynnego wpływu nasienia choruje” są po prostu kuriozalne i niezgodne z wiedzą medyczną; to niedopuszczalne, by osoba, która wygłasza niepotwierdzone naukowo twierdzenia, była odpowiedzialna za merytoryczny aspekt prac nad przedmiotem mającym wyposażyć młodzież w wiedzę na temat ich seksualności i ciał.

Równie niepokojące są zapowiedzi sprawdzania nauczycieli i nauczycielek pod kątem ich życia prywatnego: „Rozwiedziony albo żyjący w konkubinacie może negatywnie wpłynąć na postawy uczniów”. Prywatne życie rodzinne, posiadanie relacji intymnych lub nie, a także rodzaj tych relacji, o ile są bezprzemocowe, nie powinny mieć żadnego wpływu na pracę danej osoby w oświacie, z dziećmi i z młodzieżą. Istotnym aspektem pracy w szkole jest bezwarunkowy szacunek do podopiecznych i ich akceptacja; tymczasem to właśnie z niektórych wypowiedzi prof. Dudziak wynika brak szacunku, chociażby do osób stosujących antykoncepcję czy aktywnych seksualnie w układzie pozamałżeńskim.

Jako osoby pozostające w kontakcie z młodymi ludźmi, pomagające im w kryzysowych sytuacjach i znające ich potrzeby oraz obawy w zakresie zdrowia i praw reprodukcyjnych uważamy, że wyznaczenie prof. Dudziak do prac nad podstawą programową do Wychowania do życia w rodzinie przyniesie zdecydowanie więcej szkód niż korzyści, zaś z wypowiedzi prof. Dudziak, a także z dotychczasowej jej współpracy z MEN (prof. Dudziak doradzała w kwestii obecnych podręczników , które nie prezentują rzetelnej wiedzy oraz powielają szkodliwe mity i stereotypy na temat seksualności ) można wnioskować, że uczniowie i uczennice będą mieli jeszcze bardziej utrudniony dostęp do neutralnej światopoglądowo i rzetelnej edukacji seksualnej, ponieważ dostaną lekcje pełne ideologii i naukowych fałszów.

Autorka: Finka Heynemann

Źródła:

M. Bieńko, Z. Izdebski, K. Wąż, „Kontrola realizacji prawa młodzieży do edukacji seksualnej”, Warszawa 2016.
„Sprawdzian (z)WdŻ, czyli jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach?”, Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton, Warszawa 2014.
Cytaty pochodzą z dostępnych w Internecie wykładów i wywiadów prof. Dudziak, m.in. „Antykoncepcja czy naturalne planowanie rodziny”: (https://www.youtube.com/watch?v=odRS1I-kXNM).
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,20917665,cel-antykoncepcji-jest-niegodziwy-prof-dudziak-zdecyduje.html
„Wyniki monitoringu podstawy programowej i podręczników do przedmiotu Wychowanie do życia w rodzinie – streszczenie”, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny i Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton, Warszawa 2015.

Grupa Edukatorów Seksualnych PONTON negatywnie ocenia proponowane zmiany w zakresie dostępności antykoncepcji awaryjnej ellaOne – octan uliprystalu.

Projekt zakłada zmianę w prawie farmaceutycznym, która spowoduje, że wszystkie środki antykoncepcyjne będą wydawane z przepisu lekarza. Wynika z tego, że jedyna antykoncepcja awaryjna dostępna dla osób powyżej 15. roku życia znowu będzie na receptę. Co to oznacza?

W nocy w sobotę podczas stosunku pękła nam prezerwatywa. Wpadłam w panikę, razem z chłopakiem postanowiliśmy kupić tabletkę “po”, zaczynam dopiero studia i nie wyobrażam sobie żebym mogła być w ciąży (adrena, 08/08/2016 )

Teraz młoda osoba, która będzie potrzebowała antykoncepcji awaryjnej, nie będzie mogła po prostu pójść do apteki i kupić tabletki – będzie musiała najpierw udać się do lekarza, tracąc w ten sposób cenny czas, w którym mogła by zażyć bezpieczną tabletkę chroniącą przed niechcianą ciążą!

26 września obchodziliśmy Światowy Dzień Antykoncepcji, a tymczasem w Polsce właśnie wycofano ostatni środek antykoncepcji chemicznej i planowane jest ograniczenie dostępności do antykoncepcji awaryjnej. Jest to dla nas alarmująca sytuacja, ponieważ łatwy dostęp do antykoncepcji jest jednym z podstawowych praw reprodukcyjnych.

Polskie prawo zakłada, że seks z osobą powyżej 15. roku życia jest dozwolony, natomiast ta sama osoba nie może samodzielnie przyjść do ginekologa/ginekolożki, wykonać badań i otrzymać recepty na antykoncepcję, bo do tego wymagana jest zgoda opiekuna/opiekunki, a przecież w wielu domach temat seksualności wciąż jest tematem tabu. Dla wielu młodych osób dostęp do antykoncepcji hormonalnej staje się prawie niemożliwy. Planowana zmiana przepisów znacznie ograniczy możliwość zapobiegania niepożądanej ciąży w sytuacji niezabezpieczonego stosunku (także gwałtu!) bądź kiedy zawiodła stosowana metoda antykoncepcji (np. pękła prezerwatywa). Najbardziej pokrzywdzone będą najmłodsze i najuboższe osoby, które nie będą mogły pozwolić sobie na drogą prywatną wizytę u ginekologa, a następnie na wykupienie drogiej tabletki.

Trzeba dodać, że lekarze i lekarki często odmawiają wypisywania recept na środki antykoncepcji awaryjnej powołując się na klauzulę sumienia. Dlatego też wprowadzenie recept na antykoncepcję awaryjną jest ogromnym problemem.

Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że antykoncepcja awaryjna jest bezpieczna i nie wpływa negatywnie na płodność.  Nie jest ona zalecana jako regularna metoda antykoncepcji, ale jako metoda stosowana w wyjątkowych sytuacjach. Nie istnieją żadne medyczne powody, aby dostęp do ellaOne ograniczyć wyłącznie do sprzedaży na receptę! Sposób przyjmowania i ostrzeżenie o ewentualnych skutkach ubocznych są wystarczająco zrozumiałe dla kobiet i dziewcząt powyżej 15. roku życia.

Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł twierdzi jednak, iż “tego typu produkty są po prostu niebezpieczne” oraz że “mamy do czynienia z sytuacjami, gdzie są dziewczynki, które przyjmują tego typu środki kilka razy w ciągu miesiąca”. Biorąc pod uwagę, że cena za opakowanie ellaOne wynosi około 150 złotych, jest to zaskakujące stwierdzenie. Szkoda, że Minister nie podaje źródeł, z których pozyskał takie informacje.

W sytuacji, gdy Minister jest zaniepokojony nadmiernym przyjmowaniem antykoncepcji awaryjnej przez nastolatki, może powinien rozważyć zwiększenie wiedzy młodzieży i dostępu do nowoczesnych środków zapobiegania ciąży przeznaczonych do regularnego stosowania. Młodzież ma braki w podstawowej wiedzy o seksualności i często nie wie, jak chronić się przed niechcianą ciążą i infekcjami przenoszonymi droga płciową. Grupa Ponton regularnie otrzymuje pytania w Telefonie Zaufania o to, czy dane zachowanie seksualne było ryzykowne i czy należy przyjąć antykoncepcję awaryjną. Młodzież chce i potrzebuje edukacji seksualnej w szkołach!

Dziś, 28 września, obchodzimy Dzień Działania na rzecz Bezpiecznej i Legalnej Aborcji. Sposobem na ograniczenie liczby zabiegów przerwania ciąży jest przede wszystkim uzbrojenie młodzieży w rzetelną wiedzę o seksualności oraz zapewnienie im powszechnego dostępu do nowoczesnej antykoncepcji, w tym antykoncepcji awaryjnej!

Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton apeluje o pozostawienie ellaOne jako środka dostępnego bez recepty.

Z głębokim niepokojem przyjmujemy propozycje zmian w i tak już bardzo restrykcyjnej ustawie o planowaniu rodziny z 1993 roku. Zmiany te stwarzają realne zagrożenie zdrowia i życia wszystkich kobiet w Polsce, w tym również młodych dziewcząt – nastolatek, a nawet dziewczynek. Nie zgadzamy się na ograniczanie praw reprodukcyjnych, prawa do prywatności, wiedzy i integralności cielesnej.

Edukacja seksualna

Dotychczasowy artykuł odnoszący się do edukacji seksualnej zawiera sformułowanie o wprowadzaniu do szkół „wiedzy o życiu seksualnym człowieka”. W proponowanej zmianie artykuł ten zmienia wiedzę o życiu seksualnym człowieka na „wychowanie do życia w rodzinie”. Faktycznie, przedmiot prowadzony obecnie w szkołach tak się nazywa. Należy jednak zwrócić uwagę, że życie seksualne człowieka, niezależnie od tego, czego najwyraźniej oczekują proponujący zmiany w ustawie, nie ogranicza się do rodziny. Człowiek jest istotą seksualną od urodzenia; polscy nastolatkowie i nastolatki mogą wchodzić w intymne kontakty od ukończenia 15 r.ż.; ograniczanie wiedzy o seksualności tylko do sfery rodzinnej jest nieporozumieniem i myśleniem życzeniowym.

Dalej, artykuł o edukacji seksualnej w obecnym brzmieniu mówi o „zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa”. Z nowej ustawy wypada wyraz „świadomego”. Trudno uwierzyć, że jest to niedopatrzenie – raczej jest to wyjątkowo cyniczne przekonanie, że świadome rodzicielstwo jest nie na rękę osobom proponującym te zmiany.

Ponadto z nowej ustawy znikają zapisy o „metodach i środkach świadomej prokreacji” – czyli antykoncepcji. Komitet ustawodawczy w ten sposób daje jasno do zrozumienia, że według nowego prawa antykoncepcja nie jest integralną częścią nauczania o seksualności człowieka, co jest szczególnie groźne w obliczu dalszych propozycji odnoszących się do dopuszczalności przerywania ciąży.

Prawa reprodukcyjne

Najbardziej przerażająca perspektywa rysuje się poprzez wykasowanie w proponowanej ustawie wszystkich zapisów dotyczących trzech przypadków dopuszczalności przerwania ciąży. Już teraz restrykcyjna ustawa uznaje, że dziewczyna, która ma więcej niż 15 lat i zaszła w ciążę, nie ma prawa jej przerwać, o ile ciąża przebiega bez poważnych komplikacji i nie rozpoczęła się w wyniku gwałtu.

Nowa ustawa zakłada zatem, że nawet małoletnie dziewczynki, które zostały zgwałcone i w wyniku tegoż gwałtu zajdą w ciążę, będą musiały urodzić dziecko; z kolei wyjątkowo restrykcyjne zasady penalizacji zarówno kobiety, która poddaje się aborcji, jak i lekarza, który aborcji dokonuje, będą bezpośrednio zagrażały życiu i zdrowiu wszystkich kobiet. Co prawda ustawa dopuszcza przypadki, w których ingerencja medyczna jest uzasadniona bezpośrednim zagrożeniem życia kobiety ciężarnej; doświadczenie innych krajów, w których obowiązują podobnie surowe przepisy, pokazuje, że oznacza to zwykle czekanie na tak poważne komplikacje zdrowotne, że na ratowanie życia jest już za późno. Zresztą, już teraz w Polsce, pomimo obowiązującej jeszcze ustawy zakładającej możliwość dokonania aborcji w przypadku zagrożenia życia matki, nie zawsze lekarze mają odwagę ratować życie, co pokazuje chociażby głośny przypadek Agaty Lamczak.

Stanowcze NIE

Proponowane zmiany sprawią, że prawa reprodukcyjne wszystkich kobiet w Polsce, a zwłaszcza młodych dziewcząt, zostaną całkowicie złamane. Brak dostępu do rzetelnej edukacji seksualnej, brak wiedzy o antykoncepcji, utrudniony do niej dostęp będzie powodował znaczący wzrost liczby niechcianych ciąż; brak realnej możliwości przerwania ciąży będzie z kolei bezpośrednio zagrażał zdrowiu i życiu młodych kobiet, które będą próbowały ciąże usuwać nielegalnie, w podziemiu, średniowiecznymi metodami. Karanie kobiet, które dokonają aborcji, będzie zaś skutkować tym, że w razie komplikacji kobiety te będą bały się szukać pomocy medycznej w obawie przed przesłuchaniami i aresztowaniami.

Nie zgadzamy się na sytuację, w której młode, nawet kilkuletnie zgwałcone dziewczynki, które zajdą w ciążę, będą musiały ciążę donosić. Nie zgadzamy się na odebranie młodzieży dostępu do wiedzy na temat ich seksualności. Nie zgadzamy się na kryminalizację dziewcząt, które w desperacji usiłują przerwać ciążę.

Nie zgadzamy się na odbieranie polskim kobietom, nastolatkom, dziewczynom i dziewczynkom ich prawa do wiedzy, godności, zdrowia i życia!

Fundacja Pro – Prawo do życia, pod hasłem „Stop Pedofilii” przeprowadziła akcję, której zwieńczeniem jest projekt ustawy całkowicie zakazującej edukacji seksualnej w polskich szkołach. Twórcom tej kontrowersyjnej inicjatywy udało się zebrać 250 tys. podpisów pod swoim projektem. Dla rodziców bezpieczeństwo ich dzieci jest najważniejsze, a wszelkie sygnały o zagrożeniu mobilizują ich do działania.

Osoby, których poczucie bezpieczeństwa – jedna z fundamentalnych potrzeb każdego człowieka – zostaje zaburzone, naturalnie szukają sposobu, aby je przywrócić np. wspierając osoby/inicjatywy, które rzekomo mają je chronić. Tworzy to pole do manipulacji oraz nadużyć; tak stało się w tym przypadku.

Za pomocą demagogii i niezgodnych z prawdą informacji, społeczeństwo zostało wprowadzone w błąd. Pierwsze przekłamanie mówi, iż Inicjatywa Stop Pedofilii stara się chronić dzieci przed przestępstwami na tle seksualnym, gdy w istocie zajmuje się walką z edukacją seksualną. Drugie przekłamanie dotyczy istoty edukacji seksualnej, która w interpretacji autorów projektu ustawy polega na seksualizacji młodzieży, nauce masturbacji dzieci w przedszkolach oraz dostarczaniu małoletnim antykoncepcji.

Powyższe kuriozalne treści nie mają nic wspólnego z faktycznymi celami edukacji seksualnej oraz z jej prawidłową realizacją w szkołach. Fundacji Pro udało się jednak skutecznie zafałszować istotę edukacji seksualnej; bazując na wytworzonym silnym lęku rodziców przed tak „zagrażającą” edukacją, uzyskali oni poparcie dla swojego projektu.

Ludzie straszeni edukacją seksualną oraz pracą edukatorów seksualnych uwierzyli, że odcinanie młodych ludzi od informacji z zakresu wiedzy o seksualności człowieka zapewni młodzieży ochronę przed przemocą seksualną. W rzeczywistości efekt jest wręcz przeciwny.

Właściwie prowadzona i dostosowana do wieku odbiorców edukacja seksualna przyczynia się do zwiększenia świadomości zagrożeń związanych z przemocą na tle seksualnym, również tych dotyczących zjawiska pedofilii. Odcinanie dzieci i młodzieży od wiedzy z zakresu seksualności, do której na mocy ustaleń międzynarodowych mają prawo, jest łamaniem tych praw i w istocie narażaniem dzieci na przemoc.

Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton od 12 lat prowadzi działania na rzecz zwiększania dostępu młodzieży do edukacji seksualnej w Polsce. Pomagamy nastolatkom w ich problemach, odbierając telefony zaufania oraz odpisując na setki pytań zadawanych nam e-mailowo. Znamy realne potrzeby młodzieży i dramatyczne sytuacje, których nierzadko można byłoby uniknąć, gdyby poziom świadomości wśród nastolatków był większy. Problemy takie jak nieplanowane ciąże u młodych dziewcząt czy zakażenia chorobami przenoszonymi drogą płciową, to najbardziej oczywiste konsekwencje niedostatecznej edukacji seksualnej w polskich szkołach.

Pragniemy wyraźnie podkreślić, że właściwie prowadzona i wszechstronna edukacja seksualna to nie tylko wiedza na temat metod antykoncepcji czy ryzykownych zachowań seksualnych, ale przede wszystkim nauka dbania o własne granice, nauka świadomych wyborów oraz asertywnych zachowań w sferze seksualnej. Z doświadczeń Pontonu wiemy, że młode osoby, które nie zostały wyposażone w tego typu wiedzę i umiejętności, mają trudność z rozpoznaniem symptomów przemocy, przez co często nie potrafią zareagować na etapie, na którym jeszcze nie zostały skrzywdzone.

Informacje z zakresu profilaktyki przemocy na tle seksualnym są szczególnie ważne teraz, kiedy rzeczywistość w jakiej dojrzewa młodzież jest w tak wielkim stopniu nasycona treściami o charakterze seksualnym, kiedy łatwiej niż kiedykolwiek o dostęp do pornografii propagującej przedmiotowy i nierzadko przemocowy stosunek do kobiet i kiedy przemoc tak często rozgrywa się w sieci, niezauważana przez nikogo.

Zapewnienie młodzieży dostępu do właściwie prowadzonej edukacji seksualnej jest wyrazem odpowiedzialnego i troskliwego podejścia. Odcinanie młodych ludzi od wiedzy na temat seksualności jest jak rezygnacja z zapinania pasów w aucie, czyli świadome narażanie młodzieży na niebezpieczeństwo. Według badań prof. Izdebskiego (2011) ponad 91% Polaków i Polek popiera szkolną edukację seksualną. Kwestia czy edukacja seksualna jest w ogóle potrzebna dzieciom i młodzieży, została rozstrzygnięta na szczeblu międzynarodowym, m.in. podczas Światowej Konferencji na rzecz Ludności i Rozwoju (Kair, 1994) oraz IV Światowej Konferencji na rzecz Kobiet (Pekin, 1995). Polska uczestniczyła w obu konferencjach, a ich dokumenty końcowe przyjęła bez zastrzeżeń. Tym samym zobowiązała się do realizowania ich postanowień.

Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton wyraża nadzieję, że demagogiczne i szkodliwe dla bezpieczeństwa młodzieży działania Inicjatywy „Stop Pedofilii” zostaną definitywnie zakończone wraz z odrzuceniem wniosku Ustawy w jutrzejszym głosowaniu.

Serdecznie gratulujemy Pani nominacji na stanowisko Ministra Edukacji Narodowej. Zdajemy sobie sprawę z trudności i wyzwań, jakie stają przed Panią, dlatego też życzymy wielu sukcesów, realnego, pozytywnego wpływu na stan szkolnictwa oraz owocnej współpracy z osobami i organizacjami zajmującymi się edukacją – również z naszą grupą.

Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton przy Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny od ponad dziesięciu lat działa na rzecz neutralnej światopoglądowo i rzetelnej edukacji seksualnej w polskich szkołach. Przez ten okres staliśmy się ekspertami i ekspertkami w dziedzinie edukacji seksualnej. Większość osób będąca członkami i członkiniami naszej grupy to absolwenci i absolwentki kierunków takich jak seksuologia, psychologia, pedagogika. Jesteśmy trenerami/trenerkami, działaczami/działaczkami, nauczycielami/nauczycielkami, którzy swój wolny czas poświęcają na to, czego uczniom i uczennicom na ogół nie daje szkoła: edukację seksualną.

Jesteśmy autorami i autorkami raportów, których wyniki są zatrważające. Według raportu z 2009 roku „Jak naprawdę wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach?” lekcje Wychowania do życia w rodzinie są zupełnie niewystarczające. Często w ogóle nie są przeprowadzane, a jeżeli już są, to informacje na nich przekazywane są tendencyjne, nierzetelne, niezgodne z wiedzą naukową, a często nawet seksistowskie czy dyskryminujące. Młodzież nie zdobywa na nich potrzebnej wiedzy, zarówno ze względu na brak odpowiednich podręczników, jak i na brak odpowiedniego wykształcenia osób mających prowadzić WDŻ.

Ponieważ częstym argumentem przeciwko wprowadzeniu rzetelnej edukacji seksualnej w szkole jest twierdzenie, że rodzice sposób wystarczający edukują swoje dzieci w tym zakresie, Grupa Ponton stworzyła na podstawie ankiet wypełnianych przez młodzież raport „Skąd wiesz? Jak wygląda edukacja seksualna w polskich domach”. Ten raport z 2011 roku pokazuje, że młodzi z domu nie wynoszą wiedzy potrzebnej do bezpiecznego, konsensualnego współżycia. Zdarza się, że rodzice straszą seksem i jego konsekwencjami, nie oferując w zamian wiedzy o tym, jak się uchronić przed przemocą lub niechcianą ciążą. Zwykle osoby dorosłe odpowiedzialne za dzieci same nie posiadają odpowiedniej wiedzy, więc przekazują młodym krzywdzące stereotypy.

To na szkole spoczywa obowiązek edukowania młodych w zakresie asertywności, anatomii, seksualności, antykoncepcji, zdrowia reprodukcyjnego, świadomego planowania rodziny, infekcji przenoszonych drogą płciową i przemocy na tle seksualnym. Zdajemy sobie sprawę z tego, że edukacja seksualna, pomimo swoich niezaprzeczalnych zalet, znajduje się pod ciągłym ostrzałem krytyki, dlatego jej wprowadzenie do szkół może się spotkać z agresywnymi reakcjami.

Niemniej, w takim wypadku decyduje dobro młodych, którym wiedza o bezpiecznym, zdrowym seksie oraz o bezpiecznych, zdrowych relacjach jest absolutnie niezbędna, co więcej, młodzi sami deklarują potrzebę uczenia się w tej sferze, jednak poza Internetem (czyli najczęściej, niestety, pornografią) nie mają żadnych źródeł i sposobności do tego. Nowe technologie, w tym Internet są również przestrzenią, w której młodzież napotyka wiele zagrożeń takich jak cyberprzemoc, seksting czy grooming. Niestety programy edukacyjne nie poruszają tych zagadnień i młodzież w zetknięciu z tymi zagrożeniami jest pozostawiona sama sobie.

Aby nakreślić sobie dokładniejszy obraz dramatycznej wręcz sytuacji młodych osób wkraczających w wiek dojrzewania, a nie posiadających nawet podstawowych informacji o swoim ciele, zapraszamy serdecznie do odwiedzin na stronie http://ponton.org.pl i zapoznania się z naszą działalnością.

Dlatego też znowu, niezmiennie i gorąco apelujemy o wprowadzenie do szkół rzetelnej, neutralnej światopoglądowo i opartej na wiedzy naukowej edukacji seksualnej. Jako osoby mające w tej dziedzinie wiedzę i doświadczenie oferujemy wsparcie i doradztwo w tej sferze. Liczymy na długą i owocną współpracę z Panią i podlegającym Pani resortem, aby sytuacja młodych ludzi w zakresie ich zdrowia reprodukcyjnego uległa zdecydowanej poprawie. Jesteśmy gotowi spotkać się z Panią Minister i osobiście przedstawić nasze rekomendacje dotyczące edukacji seksualnej.

Razem jesteśmy w stanie zdziałać wiele dobrego i wiele potrzebnego. Uczniowie i uczennice polskich szkół liczą na naszą pomoc.