“Człowiek rodzi się istotą seksualną”. “O seksualności należy zacząć rozmawiać z dzieckiem jak najwcześniej”. “Nasze nastawienie do seksualności może wpływać na przyszłe postawy naszego dziecka względem ciała, seksu i jej/jego roli w związku”. Brzmi poważnie? Chcesz dla swojego dziecka jak najlepiej, ale myślisz “łatwo powiedzieć, trudniej zrobić”? 

Rozmowy na “te tematy” w domu rodzinnym

Niestety, niewiele z nas miało to szczęście, aby rozmawiać na “te tematy” z rodzicami/opiekunami… w jakikolwiek sposób. W domu rodzinnym całkowite przemilczenie spraw związanych z ciałem, dojrzewaniem, związkami, miłością i seksem nie jest wcale taką rzadkością. Inną opcją jest pełna zażenowania i niezdrowego napięcia pogadanka, z której wynika tyle, że “…uważaj na chłopaków, bo… chodzi im o jedno i… nie róbcie niczego, bo zajdziesz w ciążę i zniszczysz sobie życie”. Pierwsza miesiączka, która może być gigantyczną zmianą w życiu dziewczynki, często nie jest dostatecznie wyjaśniona przez mamę, a sprowadzana do krwawienia przez personel medyczny. Nic więc dziwnego, że po takim “przygotowaniu” nie potrafimy rozmawiać na te tematy ze swoimi własnymi dziećmi. Rodzice często nie wiedzą jak się do tego zabrać, aby rozmowa nie była wymuszona, sztuczna, drętwa. Z drugiej strony wiedzą, że nie powinni zaniedbać tej kwestii, jeśli chcą wychować osoby pewne swojej wartości i świadome tego, jak dbać o siebie i swoje bezpieczeństwo. 

Dlatego bardzo cieszy to, że na polskim rynku możemy już znaleźć książkę, która może okazać się pomocna w tej kwestii. Może być przyczynkiem do rozmowy, opowieści, do dalszego zadawania pytań.

Delikatność i bogactwo metafor

“Skarb Lilith, Opowieść o seksualności, rozkoszy i cyklu menstruacyjnym” jest książeczką niezwykłą. Z jej opisu dowiemy się, że jest odpowiednia dla dzieci w każdym wieku (chociaż jestem przekonana, że zapoznanie się z nią może przynieść wiele korzyści także dorosłym). Jeśli spodziewasz, że w środku Twoje dziecko znajdzie schematycznie przedstawione ludzkie genitalia i instrukcję masturbacji dla 4-latków ( 😉 ), to muszę od razu wyciągnąć Cię z błędu. 

“Skarb Lilith” urzeka swoją delikatnością i bogactwem metafor. Nawet jeśli Twoje dziecko nie jest w wieku pozwalającym na zrozumienie ich, wciąż otrzyma wiadomość: Twoje ciało jest dobre, piękne i nigdy nie powinnaś się go wstydzić. Masz prawo czuć się w nim dobrze, bezpiecznie. Twoja córka dowie się, że ma prawo decydować o swoim ciele i zawsze może odmówić kontaktu, na który nie ma ochoty. Dla starszych dziewczynek zobrazowany został cykl menstruacyjny i zmiany, które dokonują się w ciele w czasie dojrzewania. Autorka zwróciła szczególną uwagę na cykliczność, która ma duży wpływ na samopoczucie i poziom energii kobiety przez większą część jej życia. Chce powiedzieć wszystkim dziewczynkom, dziewczynom i kobietom, że zaakceptowanie faktu cykliczności, słuchanie swojego ciała, swoich potrzeb i zrozumienie, że nie jesteśmy w stanie działać zawsze na najwyższych obrotach, może znacząco podnieść jakość ich życia. 

Podpowiedzi dla rodziców

“Skarb Lilith” podzielony jest na dwie części: jedna opowiada historię Lilith, dziewczynki, którą babcia prowadzi przez drogę od dojrzewania do dorosłości; opatrzona jest wieloma kolorowymi rysunkami, które uatrakcyjnią odbiór dzieciom. Druga skierowana jest do rodziców/opiekunów. To podpowiedź (nie instrukcja), jak opowiadać/czytać przedstawioną historię – przygotowana przez psycholożkę z doświadczeniem w rozmowach o seksualności. Przeczytaj ją, aby poczuć się pewniej. Autorka dodała też ćwiczenia, które pozwalają przyjrzeć się swojej własnej seksualności i nastawieniu do ciała, przyjemności, fizjologii.

Jeśli chcesz przekazać córce/dziewczynce:
– ideę sisterhoodu, tego, że może polegać na otaczających ją kobietach i czerpać z ich doświadczenia,
– że jej seksualność to jej skarb, który warto pielęgnować,
– że jej ciało jest piękne, czyste i niewinne, niezależnie od tego, co usłyszy w mediach czy od innych ludzi,
– jeśli chcesz budować z nią kobiecą więź…

…sięgnij po “Skarb Lilith” i przypomnij sobie, jak cudownie jest być kobietą.

Tytuł oryginału: El tesoro de Lilith
Autorka: Carla Trepat Casanovas
https://wspieram.to/skarblilith

Autorka: Magdalena Woźna

Oskary zostały rozdane i nikt nie ma już wątpliwości, co o Moonlight sądzi Akademia. Często spotykam się z komentarzami widzów, którzy twierdzą, że film ten zdobył statuetkę w Hollywood, ponieważ porusza tematy idealnie wpasowujące się w gusta amerykańskiego jury.

Banalna historia?

Mamy tu przecież Afroamerykanina, geja, chłopaka z tak zwanej „złej dzielnicy” oraz ofiarę przemocy domowej i handlu narkotykami. Żeby było jeszcze lepiej, wszystkie te role ucieleśnia jeden bohater. Rzec by można – banał. Napisany, by szokować, wzruszać i zgarniać szereg nagród – czyli to, co za wielką wodą lubią najbardziej. Nie wiem, czy osoby wygłaszające takie opinie o Moonlight, w ogóle film ten widziały. Śmiem sądzić, że nie. Ja mam wręcz odwrotną opinię na temat tego obrazu – uważam, że historia ta jest wyjątkowa właśnie dlatego, że została pokazana bez tak często zarzucanej jej pretensjonalności.

Kino przez wiele lat nie pokazywało nam takich postaci jak Chiron, protagonista Moonlight. Zwykle podobnych mu bohaterów oglądaliśmy na wielkim ekranie z perspektywy białych i heteroseksualnych przedstawicieli klasy średniej lub wyższej. Niemajętni Afroamerykanie byli ich służącymi, niańkami ich dzieci, a nader często sprawcami przestępstw i mówiąc najogólniej – różnorakich kłopotów. Podążając za okiem kamery patrzyliśmy na nich z góry. Jeśli nie karcąco, to przynajmniej z lekkim pobłażaniem. A jak przedstawiane są osoby niewpisujące się w heteronormatywne normy, na przykład geje, którym przytrafiło się być Chironowi? W wielu filmach i książkach powielane są stereotypy, w których gej jest dziwakiem niedostosowanym do panujących norm lub też rozpustnikiem żyjącym z HIV – kimś więc, kogo należy się bać. Często obserwujemy ich też w roli zabawnych, radosnych i kolorowych imprezowiczów, przyjaciół kobiet z wielkich miast. W takim wypadku są więc kimś uroczym i pozytywnym, ale czy obrazy te traktują ich poważnie?

Miłość i akceptacja

Mniejszości zbyt często pokazywane są jako dodatek do życia większości, ciekawe kurioza urozmaicające akcję filmu. W Moonlight sytuacja ta zostaje odwrócona. O ile nie zgodzę się z opinią, że jest to homoseksualny manifest (bo i takie pojawiają się komentarze), o tyle zdecydowanie uważam, że film ten manifestem nazwać można. Dlaczego? Ponieważ pokazuje prawdziwe emocje prawdziwych ludzi. Takich, którym zbyt często przemysł filmowy odbierał podmiotowość i prawo głosu. Opowiada historię trudnego dorastania, nie oceniając i nie stawiając sądów. Pokazuje bez zbędnej pompatyczności, że pomimo wielu różnic wszyscy tak naprawdę potrzebujemy tego samego – akceptacji i miłości.

Człowiek, a nie etykietki

Moonlight porusza tematykę genderową, ale w najlepszy z możliwych sposobów – przezroczyście. Reżyser nie podkreśla na każdym kroku ‘oglądacie geja!’. Pokazuje Chirona jak niezwykłego-zwykłego bohatera. Nie robi z jego homoseksualizmu show. Zaciekawia nas jego historią, nie orientacją. Przede wszystkim – pokazuje nam człowieka, a nie etykietki. W przeciwieństwie do twórców filmu nie umiem zgrabnie uniknąć patosu i muszę szarpnąć się na duże słowa. Bardzo cieszę się z Oskara dla Moonlight, bo oznacza on, że zaczynamy w końcu na większą skalę dostrzegać, że uczucia i emocje nie mają koloru, klasy ani orientacji. Skala ich barwy jest niezwykle szeroka, ale wszyscy mamy takie same prawa do ich doświadczania i opowiadania o nich. Więc tak, jest to manifest, ale nie gejowski, a humanistyczny.

Tytuł oryginału: Moonlight
Reżyseria: Barry Jenkins
Czas trwania: 111 minut
Premiera w Polsce: 2.09.2016

Autorka: Magda Falińska

Dawno, dawno temu, w krainie za paroma rzekami, wieloma pagórkami i jednym morzem, surowe rządy sprawowała Żelazna Dama. Bezwzględna wobec sprzeciwu władczyni, skinieniem palca ukrócała wszelkie przejawy buntu przeciwko jej woli. Pewnego dnia Ludzie Podziemia postanowili jednak, że dłużej nie dadzą sobą pomiatać. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień ich sytuacja stawała się coraz cięższa. Niespodziewanie z pomocą przybyła im grupa tęczowych sprzymierzeńców, których nigdy nie podejrzewaliby o wsparcie. Dzięki wzajemnej pomocy i przełamaniu uprzedzeń, obydwie grupy osiągnęły swoje cele i żyły znacznie, znacznie szczęśliwiej.

Brzmi jak banalna bajeczka dla naiwnych dzieci, prawda?

Otóż już spieszę z wyjaśnieniami. Choć cała historia wydaje się być nieprawdopodobną, przydarzyła się naprawdę i to wcale nie tak dawno temu i nie tak daleko stąd.

Jest rok 1984.

W Wielkiej Brytanii górnicy postanawiają rozpocząć strajk przeciwko godzącym w nich decyzjom Margaret Thatcher. Ogół społeczeństwa zdaje się zbytnio nie przejmować ich losem, jednak znajduje się inna dyskryminowana mniejszość, która decyduje się stanąć po stronie protestujących. Jest nią lokalna społeczność LGBT. Z jednej strony mamy więc konserwatystów z prowincji, wyznających tradycyjne wartości i spędzających całe dnie na fizycznej pracy. Z drugiej – zaczytanych w książkach mieszczuchów, głoszących postępowe ideały i tańczących do utraty tchu w bajecznie kolorowych klubach. Co mają ze sobą wspólnego te dwie grupy? Na dobrą sprawę – nic. Cóż, nie od dziś wiadomo jednak, że nic nie jednoczy tak, jak wspólny wróg.

Pride to film w którym ważne społecznie treści przeplatają się z wytrawnym, angielskim humorem a całość spowita jest melodiami artystów takich jak Morrissey czy Freddie Mercury. Zwykle obrazy pokazujące ważne zdarzenia z przeszłości opowiadane są z perspektywy wielkich, sławnych przywódców lub też ludzi z którymi każdy z nas może się utożsamić, przysłowiowych everymanów . W tej produkcji schemat ten zostaje odwrócony. Oglądamy lesbijki i gejów, których przeciętny odbiorca zwykle nie utożsamia z poważnym zaangażowaniem politycznym. Grupa ta pokazana jest w zróżnicowany sposób – poznajemy bohaterów z krwi i kości, dalekich od często powielanych stereotypowych kalek. Dajemy się wciągnąć w tę historię i szybko orientujemy się, że wcale nie jest to film o szwarnych i dzielnych homoseksualistach, w słusznej sprawie przełamujących lody z górnikami. To po prostu uniwersalna opowieść o równości. O siostrzeństwie i braterstwie realizujących się ponad podziałami płci, klasy, wieku lub orientacji seksualnej. W końcu jeśli mówimy o wartościach podstawowych, takich jak poszanowanie godności drugiej osoby, jakie znaczenie ma to skąd pochodzimy, jaki kolor ma nasza skóra lub jakiej płci osoby sprawiają, że szybciej zaczyna bić nam serce?

Czasy się zmieniają a każda z epok potrzebuje swoich ikonicznych narracji. Wygląda na to, że Brytyjczycy postanowili postawić dziś na dumę, a uprzedzenia na dobre odstawić do lamusa.

Tytuł oryginału: Pride
Reżyseria: Matthew Warchus
Wydawnictwo: BBC Films
Rok: 2014

Autorka: Magda Falińska

Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton” objęła matronatem spektakl Teatru Wolandejskiego „Przebudzenie wiosny” na podstawie napisanej w 1891 roku sztuki Franka Wedekinda. To naprawdę wstrząsające, że tekst napisany ponad sto lat temu pozostaje tak bardzo aktualny.

Niewiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie

Spektakl opowiada historie kilkorga młodych ludzi, których łączy przede wszystkim niewiedza; wchodzą właśnie w okres dojrzewania, ale nie mają z kim porozmawiać o swoich troskach i problemach. Jest to codzienność, z którą edukatorzy i edukatorki stykają się na co dzień w swojej pracy – wiemy, że młodzi ludzie mają mnóstwo pytań odnośnie do swoich ciał i relacji z rówieśnikami, ale nie mają komu tych pytań zadać. W sztuce główna bohaterka, Wendla, próbuje spytać matkę, skąd się biorą dzieci, i słyszy… historię o bocianie. Matka jest dogłębnie zawstydzona tą rozmową i przekazuje ostatecznie jakieś banały, które, co sama przyznaje, usłyszała wcześniej od własnej matki: „nie postąpię inaczej niż moja matka ze mną”. W ten sposób zamyka się błędne koło, w którym wiele rodzin trwa do dzisiaj; rodzice nie umieją ze swoimi dziećmi rozmawiać o seksualności, rozpoczynają te rozmowy za późno i nie przekazują rzetelnej wiedzy.

Jak to działa?

Sztuka porusza także temat seksualizacji; mogło by się wydawać, że to jest nowe zjawisko, nieobecne sto lat temu. Widać jednak wyraźnie, że młode osoby już od najmłodszych lat są otaczane seksem, którego jeszcze nie rozumieją. Są poddawane presji rówieśniczej, ale także dorosłych, przez których mogą zostać uwiedzeni; są w tym wszystkim szalenie samotni i nie mają gdzie szukać wsparcia. Obecnie dodatkowym zagrożeniem staje się dostępna jak nigdy wcześniej pornografia – niekiedy młodzi ludzie próbują odnaleźć w niej odpowiedzi na nurtujące ich pytania, po czym próbują to, co zobaczą, naśladować, nie rozumiejąc, że seks przedstawiony w filmach nie jest prawdziwy.

„Przebudzenie wiosny” pokazuje, że osamotnienie młodych ludzi, brak rzetelnych źródeł wiedzy, nieumiejętność rozmawiania o trudnych tematach i protekcjonalne podejście dorosłych tworzą prawdziwie groźną mieszankę. W zasadzie nie znajduje się tam żadna pozytywna historia; wszystkie kończą się smutno.

Dawno, dawno temu…?

Poruszające jest to, że chociaż sam tekst nie został poddany językowemu uwspółcześnieniu, to wystarczyło dodać trochę współczesnych rekwizytów, współczesną muzykę, aby dać publiczności poczucie, że to nie są abstrakcyjne opowieści sprzed wieku, ale wyjątkowo aktualny temat, a poruszane problemy – gwałt, presja, edukacja seksualna, komunikacja, aborcja – są palące również w obecnym polskim społeczeństwie.

Adaptacja i reżyseria: Leszek Spychała
Premiera: 16 lipca 2016
Czas trwania spektaklu: 70 minut
Teatr Wolandejski

Autorka: Finka Heynemann

Książka ta prezentuje fakty z obszaru biologii i psychologii. Mówi o dojrzewaniu i poczęciu dziecka, kontroli urodzin i AIDS, ciele dziewczynki i chłopca, rodzinie i dzieciach, życiu seksualnym i zdrowiu.

Nie pomija żadnego wstydliwego tematu – mówi o wszystkim, co młodych ludzi interesuje, w sposób otwarty, rzeczowy i taktowny. Bogaty w informacje tekst oraz zabawne i dokładne rysunki pomagają zrozumieć procesy zachodzące w ludzkim ciele, wyjaśniają tajniki życia seksualnego, uczą rozwagi, odpowiedzialności i szacunku dla innego człowieka.

Tytuł oryginału: Let’s talk about sex
Autorka: Robie H. Harris.
Wydawnictwo: Oficyna Panda
Warszawa 1995

Autorka: Kasia Sęk

Masz naście/dwadzieścia lat i chcesz wiedzieć. Może jeszcze nie chcesz uprawiać seksu, a może właśnie już o tym myślisz… ale na pewno chcesz wiedzieć o czym wszyscy mówią, jak to się je i dlaczego to wydaje się takie ważne.

To naturalne, że interesujesz się zmianami, które się w tobie dokonują i chcesz wiedzieć na ich temat jak najwięcej. Jeśli identyfikujesz się jako dziewczyna, zamiast kolorowych pism
i forów internetowych, polecamy ci książkę “Miłość i seks. Bezpruderyjny poradnik dla dziewczyn” Kateriny Janouch.

Książka podzielona jest na 3 główne działy: miłość, seks oraz ciało i genitalia. 

Z pierwszej części poradnika dowiemy się np. czym jest zakochanie, przez jakie fazy przechodzi związek, dlaczego ludzie zdradzają, jak radzić sobie z problemami w związku, z rozstaniem, ale też dlaczego warto dbać o swoją pewność siebie.

W części drugiej poruszone zostały tematy masturbacji, fantazji erotycznych, pierwszego razu. Ponieważ seks to również odpowiedzialność i mówiąc o nim, nie powinno się pomijać kwestii zdrowia, przeczytamy też o antykoncepcji, infekcjach przenoszonych drogą płciową, czy bólu, który może pojawić się podczas stosunku, gdy coś jest nie tak.

W trzecim dziale autorka rozprawia się z mitami na temat ciała, miejsc intymnych, ich higieny. Przeczytamy o upławach, okresie, hormonach, ale także o goleniu miejsc intymnych czy o wizycie u ginekologa. Dowiesz się, że wszystkie piersi czy waginy, mimo, że wyglądają rozmaicie, różnią się od siebie, są piękne i powinnyśmy o nie dbać i cieszyć się nimi.

Podczas lektury całej książki autorka próbuje przekazać czytelniczce ideę akceptacji – swojego ciała, tego, kim się jest, czego się pragnie. Katerina Janouch nie straszy, a wyjaśnia, pokazuje i zachęca do zrozumienia.

Jako że poradnik dotyczy dziewczyn, nie zostały pominięte też osoby nieheteroseksualne, które mogą dowiedzieć się czegoś więcej na temat swojej orientacji psychoseksualnej i randkowania w świecie LGBTQ.

Autorka po każdym rozdziale przytacza prawdziwe wypowiedzi młodych dziewczyn. Nie musisz się z nimi wszystkimi zgadzać, ale fajnie jest wiedzieć co inni myślą na dany temat (i jak bardzo mogą się od siebie wypowiedzi kilku osób różnić). Dla rodziców jest to szansa na spojrzenie na sprawę z perspektywy nastolatki/młodej osoby. Czytając opis zakochania napisany przez nastoletnią dziewczynę, można wrócić myślami do lat swojej młodości i spojrzeć na zachowanie córki z większym zrozumieniem 🙂

Książkę czyta się bardzo lekko i przyjemnie, a podział na wiele podrozdziałów pozwala z łatwością znaleźć temat, który nas szczególnie interesuje. Polecamy szczególnie dziewczynom nastoletnim.

Tytuł oryginału: Unga tjejers bok om sex & kärlek
Autorka: Katerina Janouch
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok: 2012

Autorka: Magdalena Woźna

*W książce można znaleźć informację o tym, że „…większość dziewczyn przeżywa swój pierwszy raz między piętnastym a szesnastym rokiem życia.”. Autorka nie podaje kraju, którego dane miałyby dotyczyć, nie znajdziemy też źródła tych statystyk. W Polsce, według badań, średni wiek inicjacji seksualnej wśród dziewcząt wynosi 18,82 lat (Izdebski, 2006; za: Jankowiak i Gulczyńska, 2014).

Pedagog, ginekolog i seksuolog przyglądają się zjawisku przedwczesnego rodzicielstwa w Polsce. Publikacja naukowa, dla tych troszkę bardziej wtajemniczonych, ale napisana w miarę przystępnym językiem. Porządnie i wyczerpująco napisana, zawiera tematy takie jak rozwój seksualny człowieka, uwarunkowania społeczne seksualnści młodzieży, edukacja seksualna, infekcje przenoszone drogą płciową i kilka innych zagdanień towarzyszących rodzicielstwu nastolatków.

Tytuł: (Zbyt młodzi rodzice)
Autorzy: Zbigniew Izdebski, Tomasz Niemiec, Krzysztof Wąż
Wydawnictwo TRIO
Warszawa 2011

Autorka: Ola Olszewska

Historia przedstawiona w filmie początek ma na jednej z licealnych imprez, na którą udaje się 15-letnia główna bohaterka ze swoją – jak sądzi – najlepszą przyjaciółką. Na małej domówce urządzonej w domu kolegi pojawia się alkohol, z którym Rehtaeh nie ma jeszcze zbyt dużego doświadczenia. Nietrudno się więc domyśleć, że wypicie kilku porcji wódki z plastikowego kubeczka powoduje u niej fatalne samopoczucie, wymioty i utratę świadomości. W międzyczasie koleżanka wychodzi i zostawia nieprzytomną i wymiotującą dziewczynę z kolegami, którzy wykorzystując stan upojenia nastolatki odbywają z nią kilka stosunków seksualnych. Rehtaeh wraca do domu, zwierza się z koszmarnej przygody rodzicom i ma nadzieję, że wspólnie poszukają pomocy – całą rodziną udają się na policję, gdzie składają zeznania. Niestety, sprawy nie toczą się tak, jak powinny – policja sprawia wrażenie, jakby wcale nie chciała pomóc dziewczynie. Po szkole zaczyna krążyć filmik dokumentujący koszmarną noc Rehtaeh, nakręcony przez jednego ze sprawców. Dziewczyna popada w coraz większą depresję, pomimo ogromnej pomocy ze strony rodziców uparcie powtarza próby samobójcze, aż wreszcie odbiera sobie życie.

Bohaterami filmu są rodzice Rehtaeh i dziennikarka lokalnej prasy zaangażowana w sprawę. Nikt z nich nie ma wątpliwości, że do dramatycznego zakończenia tej historii oprócz sprawców gwałtu przyczynili się też opieszali policjanci i okrutna społeczność szkolna, która nie szanowała prywatności swojej koleżanki i rozpowszechniała kompromitujące ją wideo bez jej zgody. Bohaterowie reportażu zadają sobie cały czas te same pytania – dlaczego tak okrutny czyn jak gwałt na nieprzytomnej nastolatce uszedł chłopcom na sucho? Dlaczego koleżanka, którą Rehtaeh uważała za przyjaciółkę, nie pomogła jej w sytuacji zagrożenia, doskonale wiedząc, co się może wydarzyć? I wreszcie – dlaczego tak niewiele osób stanęło w obronie skrzywdzonej dziewczyny?

Film może być świetnym pretekstem do dyskusji z młodzieżą gimnazjalną i licealną o prawach seksualnych, m. in. wymogu świadomej zgody na aktywność seksualną, prawie do prywatności, zakazie rozpowszechniania materiałów foto i wideo ukazujących kogoś w negatywnym świetle, mowie nienawiści, cyberbullingu i slutshamingu. Dokument nie zawiera brutalnych ani erotycznych scen, wulgarnego języka i może być pokazywany w szkołach.

Tytuł oryginału: No place to hide. The Rehtaeh Parsons Story
Reżyseria: Rama Rau
Czas trwania: 48 min.

Autorka: Ada Kamińska

Kolejny film dokumentalny poruszający temat przemocy seksualnej. Tym razem jednak spojrzenie na sprawę jest szersze – bazując na osobistych doświadczeniach bohaterek, film próbuje przedstawić skalę problemu gwałtów na amerykańskich kampusach uniwersyteckich. Widz słyszy osobistą, bardzo poruszającą historię bohaterki, dla której studia miały być spełnieniem marzeń, a okazały się trudną ścieżką wymuszonego seksu, niezrozumienia i braku pomocy. Pierwsze wrażenie jest jednak niczym w porównaniu z szokiem, jaki przeżyć można dowiadując się, jak popularny jest taki scenariusz! Autorzy dokumentu twierdzą, że ofiarą gwałtu pada jedna na pięć amerykańskich studentek.

Co zaskakuje najbardziej, to zmowa milczenia, którą stosują uczelnie wyższe. Nikt nie chce się wyłamać i spaść z pozycji lidera w rankingu najbezpieczniejszych kampusów; zgłaszane przypadki napaści seksualnych są więc marginalizowane i kamuflowane. W ten sposób ofiary dotyka podwójna stygmatyzacja – po pierwsze są ofiarami gwałtów, a po drugie w oczach innych studentów i kadry akademickiej zostają kłamcami, które próbują oczerniać „niewinnych” kolegów.

Aktywistki działające na rzecz pomocy ofiarom przemocy seksualnej to w większości dziewczyny, które same kiedyś zostały skrzywdzone. Podkreślają, że przemoc nie zna rozróżnienia na płeć – ofiarami padają też młodzi mężczyźni. Każdej skrzywdzonej osobie zapewniają ogromne wsparcie i zrozumienie, czyli to, czego nie znajdzie się na uczelni, ani w akademiku. Działaczki walczą wszelkimi dostępnymi sposobami, aby przerwać zmowę milczenia i aby sprawców czekała adekwatna do ich występków kara.

Film zawiera sporo danych statystycznych obnażających, w jaki sposób uniwersytety tuszują przypadki molestowania seksualnego na kampusach. Bohaterkami są aktywistki na rzecz pomocy ofiarom i studenci i studentki, które padły ofiarą gwałtu. Ciekawą postacią jest też były pracownik straży uniwersyteckiej, który zmuszony był zrezygnować z pracy, ponieważ nie godził się na jawną podwójną wiktymizację ofiar i hołubienie sprawców przemocy (często oprawcami są bohaterowie szkolnych drużyn sportowych). Świetny materiał do pracy z pedagogami, nauczycielami szkół gimnazjalnych i licealnych oraz wszelkimi osobami, do których mogą zgłaszać się po pomoc ofiary przemocy seksualnej. Film nie zawiera brutalnych scen, pokazuje za to kilka opowieści napastowanych dziewczyn o tym, co je spotkało, co również może mieć wydźwięk dydaktyczny dla osób pracujących z młodzieżą.

Tytuł oryginału: The Hunting Ground
Reżyseria: Kirby Dick
Czas trwania: 103 min.

Autorka: Ada Kamińska

Historia tego lata zaczyna się wczesną wiosną, kiedy w małym francuskim miasteczku nastoletnie hormony buzują jak szalone. Grupa licealistów i licealistek odkrywa swoją seksualność, zachłystuje się wolnością i z nieopisaną radością kpi ze staromodnej obyczajowości. Nastolatkowie odnajdują ogromną radość w swobodnych stosunkach seksualnych, całonocnych imprezach i coraz to nowszych narkotykach. U dorosłego, polskiego widza film może wywołać oburzenie i zgorszenie. Czy słusznie? Czy możemy powiedzieć, że historia orgii zwanej Bang Gangiem jest wyssana z palca i nigdy nie mogłaby zdarzyć się w Polsce?

Po pierwsze – co jest w życiu ważne

Analizę bohaterów filmu zaczęłam od prześledzenia ich motywacji. Na czym im zależało? Co ich tak naprawdę kręciło? Odnoszę wrażenie, że tak naprawdę to… nic. Dziewczyny w wolnym czasie głównie zabijały nudę. Chłopcy spędzali całe dnie w wielkim, pustym domu należącym do nieobecnej matki Alexa, paląc marihuanę i tępo gapiąc się w telewizor. Jedynym chlubnym wyjątkiem jest George, który interesuje się muzyką elektroniczną i – o ironio! – w związku z tym przedstawiony jest jako odludek i dziwak.

Nauki pedagogiczne już dawno zauważyły, że fakt posiadania hobby i pasji jest jednym z najważniejszych czynników chroniących młodzież przed patologiami. Obawiam się, że malowanie paznokci ani pisanie sms-ów raczej do hobby zaliczyć się nie da.

Po drugie – gdzie byli rodzice

Realistyczne przedstawienie relacji młodzieży z rodzicami jest jedną z rzeczy, która podobała mi się w tym filmie najbardziej. Za każdym razem, kiedy na ekranie pojawiała się czyjaś mama albo tata i słyszałam kolejny zdawkowy i oczywisty dialog, kiwałam głową ze zrozumieniem. Z perspektywy młodej osoby dorosłej, która pracuje z młodzieżą, wiem, że w wielu domach dokładnie tak to wygląda. Rodzicom wydaje się, że trzymają rękę na pulsie, bo codziennie pytają, co w szkole. Myślą, że znają swoje dorastające dzieci, bo mają kontrolę nad tym, gdzie przebywają po lekcjach. Ułudę tego poczucia widać tu jak na dłoni. Nastolatki wcale nie musiały błagać rodziców o zgody na nocne wyjścia. Większość imprez z alkoholem i grupowym seksem odbywała się popołudniami! Wydaje mi się, że żaden z przedstawionych w filmie rodziców nie znał tak naprawdę swojego dziecka, nie wiedział, jakim człowiekiem ono jest. Fantastycznie pokazuje to jedna z końcowych scen, gdzie Alex i jego mama… milczą. Widz już wie, do czego jest on zdolny, jak zachowuje się w stosunku do ludzi, których uważa za przyjaciół i jak spędza wolny czas. A jego mama… uśmiecha się porozumiewawczo i nadal nie wie o nim tak naprawdę nic.

Po trzecie – skąd biorą się dzieci

Gdybym chciała postraszyć kogoś apokaliptyczną wizją tego, jak wygląda świat bez edukacji seksualnej, bez kozery pokazałabym mu ten film. To opowieść o dzieciach, którym urosły piersi i włosy pod pachami. Dzieciach, które naoglądały się pornografii i którym nikt nie powiedział „nie próbujcie tego w domu”. Edukacja seksualna to nie tylko wiedza o tym, jak nie zajść w ciążę i nie zakazić się infekcjami przenoszonymi drogą płciową (choć – o zgrozo! – chyba i tego tu zabrakło), ale też porządny trening introspekcji i wglądu we własne emocje i potrzeby. Odniosłam wrażenie, że bohaterowie filmu uprawiali seks, żeby pokazać komuś, że go lubią albo żeby nie zostać odtrąconym z grupy. Dobrze przeprowadzony kurs WDŻ powinien uświadomić nastolatkom, że oba te powody są raczej kiepską motywacją do podjęcia aktywności seksualnej.

Po czwarte – każde lato się kiedyś kończy

Zakończenie całej historii wydawać może się zbyt optymistyczne i naiwne. Ale z drugiej strony – czy słyszał ktoś o lecie, które się źle skończyło? Mnie osobiście było równie głupio patrzeć na nieodpowiedzialne wybryki niedojrzałych emocjonalnie nastolatków, jak i na to, jak zgrabnie zostało wszystko zamiecione później pod dywan. Marzę o tym, żeby żyć w tak przyjaznym świecie, w jakim funkcjonują bohaterowie tej opowieści. W świecie, gdzie da się usunąć kompromitujący filmik z Internetu (dla porównania polecam kanadyjski reportaż „Bez wyjścia. Historia Rehtaeh Parsons” ), gdzie o aborcji opowiada się jak o niezdanym sprawdzianie z matematyki, a będąc wyrzuconym z domu zawsze można po prostu przeprowadzić się do Berlina.

Niestety, nasza rzeczywistość nie wygląda tak kolorowo. Do Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton zgłaszają się młodzi ludzie z różnymi problemami, które można by wpisać na listę hipotetycznych konsekwencji Bang Gangu – niechciane ciąże, infekcje przenoszone drogą płciową, rozczarowanie przedwczesną aktywnością seksualną, obniżony nastrój, konflikty interpersonalne. Bardzo często pomoc dla tej młodzieży nie powinna polegać na naklejaniu plastrów na świeże rany, a na skutecznej edukacji i prewencji, aby osoby rozpoczynające współżycie seksualne robiły to z pełną świadomością i wiedzą, dlaczego i po co to robią. Ponton od dziesięciu lat na telefonie zaufania stara się wspierać nastolatki i nastolatków w tym burzliwym okresie dorastania. Przez cały rok mogą do nas dzwonić zarówno młodzi ludzie jak i ich rodzice i opiekunowie. Dyżurujemy w każdy piątek od 16 do 20 pod numerem 22 635 93 92.

Reżyseria: Eva Husson
Wydawnictwo: M2 Films
Rok: 2015

Autorka: Ada Kamińska