Po co nam kolejna komedia romantyczna o nastolatku poszukującym swojej własnej drogi i przeżywającym miłosne rozterki? Czy aby Hollywood nie przekarmiło nas tego typu obrazkami przez ostatnie dziesięciolecia? “Twój Simon” różni się od przeciętnego licealnego romcomu właściwie tylko jednym szczegółem – główny bohater jest gejem. Może zareagujecie na tę informację beznamiętnym komentarzem, że to żadna rewelacja, przecież żyjemy w XXI wieku i bycie homoseksualnym to żaden nowy albo szokujący temat w kulturze czy mediach. Uwierzcie jednak, że znajdą się też tacy, którzy na wieść o filmie dla nastolatków, którego osią jest gejowska historia miłosna, obleją się pitą właśnie kawą. Bez względu na to, do której grupy należycie, nasza edukatorka Magda Falińska pokaże Wam, dlaczego premiera tego filmu jest sporym wydarzeniem.

Sielanka, ale…

Fabuła rozpoczyna się w momencie, gdy poznajemy głównego bohatera – Simona. Pozornie jest on niczym niewyróżniającym się nastolatkiem, który wolne chwile spędza z przyjaciółmi i zgraną rodziną. Jego życie jest, wydawać by się mogło, proste i beztroskie, jednak jak to zwykle bywa, w idealnym obrazku szybko pojawia się pewne „ale”. Otóż Simon nie potrafi przyznać, że jest gejem, a trzymanie w sobie tego sekretu zaczyna doskwierać mu coraz bardziej. Niespodziewanie ktoś z jego szkoły, ukrywający się pod pseudonimem Blue, publikuje na licealnej stronie internetowej anonimowy post o tym, że jest homoseksualnym chłopakiem. Simon odpowiada na to wyznanie i tak zaczyna się wirtualna znajomość, podczas której zarówno główny bohater, jak i my, widzowie, będziemy zastanawiać się, kim tak naprawdę jest tajemniczy autor postu. Relacja dwojga nastolatków zacznie się rozwijać i to wokół niej oraz decyzji Simona, czy dokonać coming outu, toczyć się będzie akcja filmu.

Chłopak zapewne domyśla się, że jego najbliższe otoczenie w pełni zaakceptowałoby go takim, jakim jest. Jego znajomi są tolerancyjni, a rodzice podzielają równościowe, liberalne poglądy (dla przykładu – mama nastolatka w wolnych chwilach zajmuje się przygotowywaniem antypatriarchalnych transparentów na organizowane przez siebie manifestacje). Zdaje się, że dla Simona największym problemem nie jest to, co powiedzą inni, ale wyznanie przed samym sobą, jakiej jest orientacji, i zaakceptowanie jej.

Aż tak gejowski to nie jestem!

W tym miejscu film dotyka bardzo ważnego zagadnienia, jakim jest stereotypizacja osób homoseksualnych. Popkultura mówi gejom, jak być gejem, nie zostawiając im miejsca na zbudowanie własnej tożsamości opartej na czymś więcej niż orientacja czy gender (nota bene ten mechanizm działa również wśród innych mniejszości oraz wśród kobiet). W filmie oglądamy na przykład scenę rodem z musicalu, w której Simon wraz z grupą pstrokato ubranych nastolatków tańczy do radosnej choreografii w rytm piosenki Whitney Houston. Szybko okazuje się, że wydarzenie to było tylko snem. Chłopak budzi się, wzdrygając, i dodaje, że aż tak gejowski to jednak nie chce być. Simonowi trudno jest zaakceptować swoją orientację, ponieważ kompletnie nie identyfikuje się z wyobrażeniami na temat tego, jak powinien zachowywać się, wyglądać czy mówić gej. Nastolatek zauważa, że robi mu się w życiu jakoś nieznośnie ciasno, coś zaczyna go uwierać i separować od najbliższych, a uczucie to staje się coraz bardziej uciążliwe. Będzie on musiał nie tyle wyjść z szafy, co uświadomić sobie, że naprawdę jest w niej zamknięty.

Krok naprzód

Przyznam, że film ma też swoje wady. Pokazuje zamożnych, uprzywilejowanych licealistów, w których świecie nie istnieje rasizm czy problemy finansowe. Szkoła i okolica, w której wychowują się bohaterowie filmu, wyglądają jak typowa sielanka. Co tu dużo kryć – to dość przekłamana panorama amerykańskiego społeczeństwa. Film pod tym względem nie różni się jednak zbytnio od innych obrazów ze swojego gatunku. W podretuszowanej konwencji kręci się przecież większość komedii romantycznych w Stanach. Mimo wszystko to, że mamy do czynienia z kasowym filmem opowiadającym historię nastolatka-geja, jest dużym krokiem naprzód i pewnego rodzaju plusem tej produkcji. Film normalizuje związki jednopłciowe, poszerza widoczność osób LGBTQ+ i daje im swoją reprezentację w przepastnej rodzinie nastolatkowych filmów z USA. A wszystko to pod skrzydłami potężnego studia nagraniowego zapewniającego naprawdę duże zasięgi i dotarcie do ogromnej liczby widzów.

Homoseksualiści wprawdzie pojawiali się już w mainstreamowych filmach, jednak często ich rola ograniczała się do bycia kolejnym modnym dodatkiem do życia wielkomiejskiej kobiety (tuż obok karmelowej, bezlaktozowej latte i bajecznych butów od Manolo Blachnika). Simon natomiast dostaje cały film dla siebie. Narracja osnuta jest wokół jego emocji i uczuć, a on sam zostaje sportretowany w pierwszej kolejności jako młody człowiek szukający swojej drogi i tożsamości, a dopiero potem jako gej. To ważne, bo ile to już razy widzieliśmy na ekranach postaci homoseksualistów, których zamiast charakterem scenarzyści obdarowali zlepkiem stygmatyzujących zachowań będących niczym innym jak zbieraniną pseudozabawnych wyobrażeń na temat geja?

Happy end czy happy beginning?

Urocza i niezbyt dramatyczna fabuła jest niewątpliwym plusem tego filmu. W “Twoim Simonie” pojawiają się problemy i zmagania z rzeczywistością, jednak znajdziemy tu też lekkość i szczęśliwe zakończenie. O ile jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że hollywoodzkie kino często oferuje nam happy end, mało kiedy jest on udziałem osób LGBTQ+. Obrazy portretujące homoseksualistów w kinie często pokazują tragiczne historie, wielkie zawody miłosne, napiętnowania lub samobójstwa. “Twój Simon” daje nadzieję, że wyjawienie prawdy o swojej orientacji niekoniecznie musi wiązać się z traumą i rodzinnymi dramatami. Oczywiście życie osób LGBTQ+ w dzisiejszych czasach jest bez wątpienia skomplikowane i okupione zmartwieniami, które ich hetero znajomym trudno sobie wyobrazić. Mimo to warto pokazywać, że nie musi ono być nieznośne od początku do końca, a pozytywne scenariusze naprawdę są możliwe.

“Twój Simon” to zwykły-niezwykły film dla nastolatków. Pozornie składa się z tych samych elementów, co każdy high school movie – są tu imprezy, szkoła, pierwsza miłość i pierwsze poważne kłótnie z przyjaciółmi. Film ma wzruszać i pokazywać, że nie wszystko zawsze będzie łatwe, ale bez względu na to i tak warto jest się starać. Jedyną (a jakże znaczącą) różnicą jest fakt, że na pierwszy plan wychodzi nastolatek, który zawsze był gdzieś tam w grupie licealistów w oglądanych przez nas młodzieżowych romcomach, ale z jakiegoś powodu nie zostawał zauważony. Dziś w końcu przestaje być bezimienny i dostaje szansę na opowiedzenie swojej własnej historii. Wspaniale, że tak dużo osób będzie mogło ją poznać.

Tytuł oryginału: Love, Simon
Reżyseria: Greg Berlanti
Premiera PL: 15 czerwca 2018
Czas trwania: 110 minut

Autorka: Magda Falińska